Panie Prezydencie, Panie Premierze jak żyć? - list otwarty z wołaniem o pomoc
"Nigdy nie myślałam, że przyjdzie mi w tak pięknej ojczyźnie jaką jest
Polska walczyć o resztki godności. Jednak w dniu dzisiejszym przelała
się czara goryczy, więc postanowiłam napisać ten list otwarty do Was –
Możnowładcy,których wybraliśmy, żebyście zapewnili nam spokojne i
właśnie nade wszystko godne życie.
Panie Premierze,
Tak zaczynam od Pana, bo to Pan w trakcie wyborów pokazywał jak ma żyć
pewien plantator papryki. Nie. Nie posiadam pola upraw, ale mam swoje 4
ściany, które są moim skromnym domem. Piszę do Pana właśnie siedząc i
patrząc jak choroba zabiera mi możliwość sprawnego życia. Choruję na
stwardnienie rozsiane ze zmianami w mojej pamięci. Nie wybierałam sobie
takiego losu. Co więcej chorując od lat podnosiłam się z każdego ataku
choroby i wracałam do pracy łącząc ją z ratowaniem nieuleczalnie chorego
syna. Uważałam za swój obowiązek zrobić wszystko, żeby dawać coś
dziecku, ale też państwu,żeby nikt nie nazwał mnie darmozjadem. I co z
tego mam? NIC. Lekarz stwierdził u mnie całkowitą niezdolność do pracy,
bo niestety wiele z moich obecnych dni przypomina bardziej egzystencję
niż życie pełną parą. Niestety przepisy ZUS pomimo przepracowania
wymaganego okresu czasu na rzecz Polski zabrały mi prawo do renty.
Okazało się, że śmiałam chorować w ciągu ostatnich 3 lat ponad rok. I
jak to było …. Panie Premierze pytam się – Jak mam żyć? Za co mam kupić
leki,które kosztują mnie ponad 500 zł miesięcznie. Mam 40 lat nie
kwalifikuję się do programów leczenia, teraz jeszcze mój jedyny lek
solumedrol od stycznia nie objęła lista refundacji i też jest w 100 %
płatny. Za co się pytam Panie Premierze mam żyć?
Panie Prezydencie,
Wierzę, że wybaczy mi Pan nietakt, że zwracam się do Pana w drugiej
kolejności, ale tak mi dyktuje serce. Wiem, że ma Pan dzieci, ma Pan
wnuki – Zatem proszę mi powiedzieć, co mam dziś powiedzieć mojemu
synowi,którego żywię codziennie 5 razy dziennie dzięki żywieniu
pozajelitowym specjalną odżywką, bo właśnie otrzymałam list, że dyrektor
naczelny NFZ na Wielkopolskę zerwał umowę z firmą przywożącą nam te
leki? Panie Prezydencie 20lat walczę o życie syna. Chłopca, młodego już
mężczyzny, który miał pecha i zachorował na tak rzadką chorobę jakim
jest Zespół Ehlersa Danlosa typu 6. Tak.Takich chorych na świecie jest
około 60. W Polsce jest dwoje. Mój syn ponad 1,5rok temu dzięki tej
chorobie został zaatakowany przez zanik mięśni. Nikt nie chciał Go
ratować. Każdy się bał trudnego przypadku. Nikt nie chciał
pomóc.Krzycząc dosłownie w szpitalu wreszcie się nade mną zlitowano.
Umierającemu prawie dziecku, bo dwa razy go wtedy musiałam sama ratować,
w końcu lekarze założyli PEG – choć wiem, że ryzykowali, bo stan
dziecka był tragiczny, a choroba postępowała w szalonym tempie. Zaufałam
im. Oni uwierzyli w moje wołanie o pomoc. Teraz oni mają związane ręce,
bo jeden urzędnik przekreślił ich pracę. Przekreślił ratunek mojego
syna, ale też wielu innych tak chorych dzieci i dorosłych. Pytam się
zatem – Co mam począć Panie Prezydencie? Mam się poddać jako matka? Mam
przekreślić 20 lat walki o dziecko? Mam Mu powiedzieć – umieraj,
urzędnik miał takie prawo?
Pani Prezydent,
Pozwalam sobie i do Pani napisać, bo wszakże mężczyźni rządzą nami, ale
może szyja, którą tą głową według przysłowia kręci, Pani pomoże mi jak
kobieta kobiecie. Jak mam wierzyć, że moje życie w Polsce ma jeszcze
sens? Nie potrzebuję jałmużny. Potrzebuję renty, żeby móc zapewnić sobie
leczenie, żebym miała siły opiekować się synem, żebym miała siłę uszyć
zabawkę dla obcych dzieci i mieć z tego na chleb. Stwardnienie rozsiane
jest chorobą, dla której jest ważne, żeby się nie denerwować. Droga Pani
Prezydent,ale jak mam tego dokonać? Czy Pani jako matka nie walczyłaby
Pani o swoje dziecko do końca, jakikolwiek ten koniec miałby być? Nie.
Nie jestem Matką Polką, która ma zamiar dźwigać więcej niż uciągnąć może
i stękać, że ma za ciężko. Jestem tylko i wyłącznie kobietą walczącą o
prawo do godnego życia. Co mam powiedzieć pozostałej mojej dwójce
dzieci? Że mają szybko dorastać i uciekać z Polski, bo to państwo ceni
tylko silne jednostki, a reszta jest traktowana jak śmiecie?
Nie. Nie piszę do prezesa ZUS o rentę specjalną, bo nie zmieszczę się w
paragrafie – według przepisów, nie umieram jeszcze z głodu,żeby móc
zwracać się z taką prośbą. Szkoda mi papieru i czasu na trwające wieki
odpowiedzi.
Nie. Nie piszę do NFZ – mój śp. Teść napisał do byłej Pani Minister
Zdrowia w sprawie dofinansowania leczenia wady wzroku naszego syna, bo
ma – 30 dioptrii i dodatkowo odklejoną siatkówkę oka, która jakimś cudem
tylko się trzyma dzięki właśnie składnikom wlewek odżywki. Pani
Minister Zdrowia jak zwykle odbiła się przepisami i przy kosztach w
tysiącach na leczenie oczu syna,zaproponowała nam wtedy 56 zł
dofinansowania. Wątpię, żeby Pan Arłukowicz miał lepsze moce
ustawodawcze.
Nie proszę o wiele. Proszę o zwrócenie urzędnikowi w NFZ uwagi, że
rozwiązując umowę z firmą odpowiedzialną za odżywki dla naszego syna–
skazuje go na śmierć, a w między czasie na utratę wzroku. A ponoć w
naszym kraju dbamy o los osób niepełnosprawnych, łamiemy dla nich ponoć
bariery. Jak dla mnie dziś złamano moją wiarę, nadzieję i poczucie
godności.
Proszę też o rentę, żebym nie musiała sama czekać aż choroba z chodzenia
o kuli wrzuci mnie na wózek inwalidzki, a może też niestety przysporzy
mi jeszcze większe kłopoty z pamięcią. Nie chcę być warzywem. Jestem
istotą ludzką, która chce wierzyć, że determinacja do życia ma sens.
Ten list też kieruję do Wszelkich Pracodawców
Jeśli, gdzieś tam jest ktoś, kto nie boi się zatrudnić kobiety z marną
perspektywą, ale z życiowym ADHD to dajcie znać. Mogę pracując w domu
oddać się każdemu zajęciu na miarę moich sił. Nie jestem kimś, kto
stanie na ulicy, żeby żebrać. Ale wiem, że z jednej pensji męża nie damy
radę walczyć z naszymi wiatrakami. Może gdzieś tam wśród Was znajdzie
się ktoś kto zaufa takiej kobiecie jak ja, która nie boi się walczyć o
godność do końca."
Źródło:
http://photos4you.blog.onet.pl/Panie-Prezydencie-Panie-Premie,2,ID455367249,n
List został umieszczony za zgodą Jolki, znanej również jako Pani Niteczka.
Jolka jest mamą Tomka Radomskiego z Poznania, który walczy z
nieuleczalną chorobą genetyczną ZED typu 6. Jola także zmaga się ze
swoją chorobą- zdiagnozowano u Niej stwardnienie rozsiane.
PROSZĘ, KOPIUJCIE LIST, UMIESZCZAJCIE GO NA SWOICH STRONACH, BLOGACH I
W INNYCH MIEJSCACH W SIECI- POMÓŻMY PRZERWAĆ ZAMKNIĘTY KRĄG
BEZSILNOŚCI! WESPRZYJMY JOLKĘ, TOMKA I INNYCH CHORYCH W WALCE O LEPSZE
JUTRO! RAZEM MOŻEMY WIĘCEJ!