Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczepienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczepienie. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 sierpnia 2012

166. Szczepionki-ukrywane fakty

Szczepionki – ukrywane fakty (ZC 01/10) 

Rozmowa z profesor nauk medycznych Marią Dorotą Majewską, biochemikiem i neurobiologiem , która przez ponad 25 lat pracowała w USA w różnych instytucjach naukowych, m.in. w Uniwersytecie Harvarda oraz w Narodowym Instytucie Zdrowia. W latach 2006-2009 pracowała jako wizytujący profesor, kierownik katedry Marii Curie Unii Europejskiej w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, kierując sponsorowanym przez UE projektem badawczym, w którym badane były powiązania między autyzmem a dodawanym do szczepionek związkiem rtęci – thimerosalem.
W kalendarzu szczepień obowiązkowych dla dzieci do lat dwóch figuruje 25 pozycji. Czy takie bombardowanie szczepionkami młodego organizmu, choć jak wydaje się w słusznym celu, jest bezpieczne?
Z doświadczeń zarówno polskich, jak i światowych wiemy, że im więcej stosuje się szczepionek i im bardziej są one zagęszczone, tym większa jest liczba powikłań poszczepiennych, a nawet zgonów niemowląt. Te szczepienia, które w Polsce są obecnie jedynie zalecane, w Stanach Zjednoczonych zaliczane są już do grupy obowiązkowych – na liście tej figuruje aż 36 szczepień. Trzeba jednak zaznaczyć, że większość stanów ma dość liberalne prawo, pozwalające rodzicom odmówić szczepień ich dziecka na podstawie przekonań religijnych czy światopoglądowych. W Stanach Zjednoczonych notuje się bardzo wysoką liczbę powikłań i zgonów poszczepiennych dzieci oraz najwyższą ze wszystkich krajów rozwiniętych umieralność niemowląt, która przekracza siedem na tysiąc zdrowych urodzeń, a w niektórych stanach wynosi nawet 14 na tysiąc zdrowych urodzeń. Moim zdaniem może to wiązać się z przeładowaniem niemowląt szczepieniami. Kombinacja szczepionek i konsekwencje tych kombinacji są nieznane i mogą być groźne. Liczba powikłań i zgonów poszczepiennnych niemowląt w Polsce jest nieznana, bo tych zdarzeń się nie rejestruje. Polscy lekarze szczepiący oraz sanepid notorycznie odmawiają rejestracji ewidentnych przypadków powikłań poszczepiennych. W rezultacie Polska raportuje do Światowej Organizacji Zdrowia zero przypadków takich powikłań, podczas gdy inne kraje europejskie raportują tysiące.
Czy istnieją jakieś publikacje na temat powikłań poszczepiennych?
Do niedawna było bardzo mało publikacji na temat powikłań poszczepiennych i zgonów, dopiero pod naciskiem organizacji rodziców Kongres zmusił amerykańskie Centrum Kontroli Chorób Zakaźnych (CDC) do upublicznienia tych informacji. Obecnie znajdują się one w bazie danych VAERS tej agencji. Przedstawione tam liczby stanowią od 1 do 10 proc. wszystkich przypadków, bo wiadomo z szacunków amerykańskiego Urzędu ds. Żywności i Leków (FDA), że tylko niewielki ich odsetek jest rejestrowany. Z danych tych wynika, że po szczepieniu na żółtaczkę typu B mogło umrzeć w USA w ciągu 19 lat od blisko siedmiu tysięcy do być może 70 tysięcy niemowląt. Jeżeli się zsumuje tylko liczbę szczepień, które są obowiązkowe w Polsce, to w USA mogło z tego powodu umrzeć co najmniej 35 tysięcy dzieci. A jeśli dodamy do tego szczepionki uznane u nas za nieobowiązkowe, to możemy poszerzyć liczbę zgonów o kolejne 15 tysięcy. Tak więc tylko w Stanach Zjednoczonych szczepienia mogły spowodować minimum 50 tysięcy zgonów niemowląt.
Kilka lat temu opublikowano wyniki przeprowadzonego w Niemczech i Austrii badania, które dotyczyło bezpieczeństwa dwóch szczepionek heksawalentnych. Były to szczepionki zawierające te same antygeny, przeciw tym samym sześciu chorobom, tylko produkowane przez dwie różne firmy farmaceutyczne. Okazało się, że obydwie spowodowały wiele poważnych powikłań oraz 19 zgonów niemowląt wkrótce po szczepieniu. To jeden z dowodów, że im więcej naraz stosuje się szczepionek, tym większe ryzyko powikłań, a nawet zgonu dziecka.
O jakich powikłaniach poszczepiennych można mówić?
Różnych: o powikłaniach natury neurologicznej, chorobach autoimmunologicznych, neurorozwojowych, włączających autyzm i ADHD, opóźnieniach rozwojowych, wręcz niedorozwoju umysłowym; szczepienia mogą wywoływać też choroby nowotworowe i dysfunkcje głównych organów. Do chorób autoimmunologicznych, które uważa się, że mogą być skutkiem nadmiaru szczepień, należą przede wszystkim alergie, astma, choroby reumatyczne, które dziś występują już u dzieci, cukrzyca, szczególnie typu I, pojawiająca się coraz częściej nawet u niemowląt, choroby tarczycy czy choroby demielinizacyjne centralnego układu nerwowego. A więc są to bardzo poważne choroby okaleczające na całe życie.
W USA przyznano ponad 1300 odszkodowań za uszkodzenia mózgu powstałe w wyniku powikłań poszczepiennych, nie mówiąc o innych pozwach. Kto pokrywa koszty leczenia?
Firmy farmaceutyczne ubezpieczyły się. Dzięki wpływom w Kongresie zapewniły sobie „immunitet”. Tak że jeśli ktoś wniesie pozew przeciw firmie z powodu poważnego powikłania poszczepiennego i wygra, to odszkodowanie będzie płacić rząd, czyli społeczeństwo, bo mówimy przecież o publicznych pieniądzach – z podatków.
Czy szczepienia są groźne dla wszystkich?
Nie, jak i nie wszystkie szczepienia muszą być niebezpieczne. Są one szczególnie niebezpieczne dla osób o osłabionych zdolnościach do samooczyszczania organizmu czy dla tych z nadaktywnym układem odpornościowym. Wtedy może pojawić się reakcja autoimmunologiczna i ustrój zaczyna atakować własne organy, włączając mózg. Szacuje się, że do 30 proc. ludzi może tak reagować na szczepienia, dlatego każde szczepienie jest dużym ryzykiem. Do tego należy dodać zatrucia wywołane dodatkami stosowanymi w szczepionkach. Jednym z najbardziej znanych, stosowanych od kilkudziesięciu lat, jest organiczny związek rtęci zwany thimerosalem (inna jego nazwa to tiomersal lub metriolat). Rtęć po jednorazowym podaniu szczepionki z thimerosalem dość szybko znika z krwi i przemieszcza się do innych organów, przede wszystkim do nerek, wątroby i mózgu. Z badań przeprowadzonych przez amerykańskich badaczy na niemowlętach małp wiemy, że drugiego dnia po podaniu szczepionki z thimerosalem stężenie rtęci w mózgu jest czterokrotnie wyższe niż we krwi i rtęć pozostaje w tym organie na wysokim poziomie całymi miesiącami, a nawet latami. Poprzez nerki i wątrobę organizm oczyszcza się z rtęci, choć może uszkadzać te organy. Natomiast jak pokazały badania, w tym nasze własne, ilości, które przedostaną się do mózgu, mogą wywoływać wiele toksycznych efektów, włączając obumieranie neuronów oraz komórek glejowych, poważnie zaburzając prawidłowy rozwój układu nerwowego. Mózg niemowlęcia jest w trakcie bardzo intensywnego rozwoju i każde zatrucie może powodować jego poważne uszkodzenie. Wiadomo, że bariera krew-mózg, która oddziela mózg od reszty organizmu i zabezpiecza go przed przedostaniem się tam substancji toksycznych, wykształca się u niemowląt dopiero w szóstym tygodniu życia, a mechanizmy oczyszczania się z metali ciężkich stają się wydajne dopiero około trzeciego roku życia. Dlatego thimerosal, jak i inne toksyny zawarte w szczepionkach są ponad tysiąc razy groźniejsze dla niemowląt niż dla osób dorosłych czy starszych dzieci, bowiem przedostają się bezpośrednio do mózgu i mogą spowodować jego nieodwracalne uszkodzenie.
Wydaje się, że te dane naukowe nie są uwzględniane przy planowaniu kalendarza szczepień polskich dzieci.
Niestety nie są i to tyczy nie tylko polskiego kalendarza szczepień. Już sam fakt, że do szczepionek dla niemowląt przez kilkadziesiąt lat dodawano silnie toksyczny thimerosal, który zabija komórki nerwowe już w bardzo niskich (nanomolarnych) stężeniach, bez przeprowadzenia należytych badań wykazujących jego bezpieczeństwo dla rozwijających się organizmów, wskazuje na karygodne niedopatrzenia lub wręcz nadużycia ze strony zarówno producentów, jak i tzw. ekspertów decydentów. Wiele wskazuje na to, że obowiązujące w Polsce czy USA kalendarze szczepień – bardzo zagęszczone, bo pierwsze szczepienia podaje się już kilka godzin po urodzeniu dziecka – nie są podyktowane żadnymi względami klinicznymi czy epidemiologicznymi, tylko interesami producentów szczepionek, którzy chcą sprzedać ich jak najwięcej, ignorując kwestie bezpieczeństwa. Bardzo dużo można by zrobić w tym względzie, stosując rozsądniejsze kalendarze szczepień, podobne do tych, jakie mają kraje Europy Zachodniej. W Skandynawii na przykład szczepienia rozpoczynają się od czwartego miesiąca życia, a poza tym stosuje się tam mniej szczepionek. Wiemy, że takie kalendarze są bezpieczniejsze, bo wskaźniki umieralności niemowląt (około trzech zgonów na tysiąc zdrowych urodzeń) są tam dwa lub trzy razy niższe niż w Polsce czy USA. Zresztą w Skandynawii czy Niemczech nawet do połowy rodziców w ogóle nie szczepi swoich niemowląt lub szczepi je tylko wybranymi szczepionkami w wybranym przez siebie czasie i to w żaden sposób nie zwiększa umieralności niemowląt, bowiem obecnie choroby zakaźne dają się skutecznie leczyć.
Która szczepionka jest dla dziecka największym zagrożeniem?
Z bazy danych VAERS wynika, że szczepionki typu DTP (błonica-tężec-krztusiec), te przeciw bakterii Haemophilus influenzae oraz przeciw pneumokokom spowodowały najwięcej zgonów i ciężkich powikłań poszczepiennych niemowląt. Groźna jest też szczepionka przeciw żółtaczce typu B, którą w Polsce podaje się już noworodkom często już 2-3 godziny po urodzeniu, kiedy bardzo mało jeszcze wiadomo o stanie jego zdrowia. Ile noworodków w Polsce umiera wskutek powikłań po tej szczepionce? Nie wiadomo, bo te przypadki nie są rejestrowane i nie sposób to ustalić. Szczepionka ta powoduje także wielkie spustoszenie w mózgach dzieci. Przekonaliśmy się o tym niedawno na podstawie publikacji z 2007 roku. Amerykańskie badaczki wykonały analizę, z której wynikało, że dzieci, które otrzymały szczepionkę przeciw żółtaczce B z thimerosalem, dziewięć razy częściej były upośledzone umysłowo niż dzieci, które jej nie dostały. W większości krajów Europy Zachodniej w ogóle nie stosuje się tej szczepionki, podaje się ją dopiero nastolatkom. Szczepi się jedynie noworodki tych matek, u których stwierdzono obecność wirusa żółtaczki B, a tych jest niewiele. Wydaje się, że pomijając tylko tę jedną szczepionkę, można by uratować wiele dzieci. W Polsce wirus żółtaczki B występuje u około 2 proc. ciężarnych kobiet, a to znaczy, że 98 proc. noworodków nie potrzebuje tej szczepionki. Zaoszczędzone na nich pieniądze można przeznaczyć na testowanie ciężarnych kobiet na obecność tego wirusa.
Inną kwestią jest bezpieczeństwo różnych odmian szczepionek. Jedne zawierają rtęć (czyli thimerosal), inne nie, ale te z rtęcią są tańsze, bo pochodzą zazwyczaj z opakowań wielodawkowych, gdzie rtęć jest stosowana jako środek bakteriobójczy. Można stosować szczepionki bez rtęci, w opakowaniach jednorazowych, które są bezpieczniejsze. Ponadto, programy szczepień powinny być elastyczne. Po pierwszym szczepieniu można badać dzieci na obecność przeciwciał i podawać następną dawkę tylko tym, które nie wytworzyły ich w odpowiedniej ilości. Można też rozdzielać i opóźniać szczepienia, co czyni obecnie wielu rodziców na Zachodzie. W ten sposób radykalnie można zmniejszyć liczby poważnych powikłań poszczepiennych.
Czy sformułowanie „szczepienia obowiązkowe” nie jest manipulacją?
Przyjęta rok temu znowelizowana ustawa o chorobach zakaźnych mówi o obowiązkowych szczepieniach. Jest to tzw. obowiązek obywatelski, to znaczy, że powinniśmy się poczuwać do pewnej liczby szczepień, żeby rzekomo uchronić społeczeństwo od epidemii (choć kilka chorób, przeciw którym szczepi się dzieci, już dawno wygasło, inne – np. tężec – nie są zakaźne i raczej nie zdarzają się u niemowląt, a jeszcze inne są łagodne lub łatwo dają się leczyć). Nie jest to jednak obowiązek prawny. Konstytucja, jak i prawo unijne chroni nas bowiem przed wszelaką przymusową interwencją medyczną. Człowiek ma więc prawo odmówić danego szczepienia czy to dla siebie, czy dla swojego dziecka.
W Ameryce jest spora grupa dzieci z woli rodziców nieszczepionych lub zaszczepionych znacznie później , na przykład po ukończeniu przez nie pierwszego roku życia czy nawet dwóch lat. Czy ktoś monitoruje ich stan zdrowia?
Tak, naukowcy i lekarze badają je i porównują ich rozwój z rozwojem dzieci szczepionych rutynowo. Obecnie bada się około 10 tysięcy takich dzieci. Z dotychczasowych obserwacji wynika, że proporcjonalnie notuje się wśród nich znacznie mniej przypadków autyzmu, chorób psychoneurologicznych, opóźnień rozwojowych, upośledzeń umysłowych, astmy, cukrzycy, a co więcej – sprawniej zwalczają one wszelkie infekcje i używają mniej antybiotyków. Informacje te można znaleźć w internecie, na stronie założonej przez rodziców, lekarzy i naukowców, którzy mieli złe doświadczenia ze szczepieniami i zdecydowali się nie szczepić dzieci lub te szczepienia opóźnić.
Nasuwa się zatem pytanie, czy szczepienia, a przynajmniej w takiej liczbie, są nam w ogóle potrzebne…
O ile w XVIII i XIX wieku, do połowy XX wieku szczepienia rzeczywiście w wielu przypadkach ratowały życie, ponieważ nie było antybiotyków oraz innych metod zwalczania infekcji, to w XXI wieku mamy tak duży arsenał leków do zwalczania chorób zakaźnych, że szczepionki najczęściej nie są do tego konieczne. Społeczność amiszów, którzy żyją w Stanach Zjednoczonych dość blisko natury, nie szczepi się i w ogóle unika zachodniej medycyny. Wiemy, że, owszem, zdarza się im zachorować na różne choroby zakaźne, ale umieralność ich dzieci jest mniejsza niż średnia umieralność dzieci w USA.
No to nasuwa się drugie pytanie: czy nie stoi za tym czyjś interes? Śledztwo duńskich dziennikarzy ujawniło, że tzw. niezależni eksperci WHO figurowali na listach płac gigantów farmaceutycznych. Z kolei dziennikarze Polsatu donieśli, że bliski doradca minister zdrowia Ewy Kopacz jest właścicielem firmy, do której trafiają pieniądze z koncernów farmaceutycznych. Czy można mówić o związku firm farmaceutycznych z rządami?
Bez wątpienia tak. Wiemy, że firmy farmaceutyczne dają ogromne pieniądze, idące w miliony, a nawet miliardy dolarów czy euro, amerykańskim kongresmanom czy posłom w krajach europejskich i w ten sposób kupują sobie ustawy, które dają im „immunitet”. To znaczy, jeżeli czyjeś zdrowie zostanie uszkodzone przez jakąś szczepionkę, lub ktoś zostanie wręcz przez nią zabity, to odszkodowanie za to zapłaci społeczeństwo z publicznych pieniędzy, a nie firma, która tę szczepionkę wyprodukowała i wypuściła na rynek. Wynika to z korupcyjnego systemu, jaki istnieje w większości krajów zachodnich, także w Polsce. Co więcej, wiemy, że to głównie producenci szczepionek naciskają na lekarzy i agencje typu sanepid, żeby wymuszały coraz większą liczbę szczepień i wysoki odsetek wyszczepienia. W Wielkiej Brytanii lekarz dostaje od jednej firmy farmaceutycznej około 8 tysięcy euro „nagrody”, gdy odsetek wyszczepionych dzieci, którymi się opiekuje, przekracza 90 proc., tylko 2,5 tysiąca euro, gdy przekracza 70 proc., a nie dostaje nic, gdy odsetek ten spada poniżej 70 proc. Podobnie jest w innych krajach, choć wysokości nagród mogą być różne. Wiemy też, że na reklamy i apanaże dla lekarzy oraz decydentów medycznych i politycznych firmy farmaceutyczne wydają dziesiątki miliardów — co najmniej dwa razy więcej niż na badania.
We Francji do prasy przeciekły wytyczne o tworzeniu specjalnych centrów szczepień, niektórych zamykanych, o podwyższonym bezpieczeństwie. W amerykańskim stanie Massachussets osoby odmawiające w razie pandemii szczepień mogą być kierowane na kwarantannę, a przy sprzeciwie karane grzywną w wysokości tysiąca dolarów dziennie. Ludzie protestują. Narzucanie szczepień przeciw świńskiej grypie jest dla wielu niepokojące.
Myślę, że należy się niepokoić w każdym przypadku, gdy coś jest przymusowe. Jeżeli tylko w skali USA obowiązkowe szczepienia dla dzieci powodują już tysiące, dziesiątki tysięcy zgonów, to tym bardziej można oczekiwać, że wprowadzenie przymusowej szczepionki i zaszczepienie większej części ludzkości, paru miliardów, mogłoby spowodować ogromną liczbę powikłań i zgonów. Przymusowych szczepień przeciw świńskiej grypie (H1N1), o której bardzo mało wiemy, należy się bać także z tego względu, że nie wiemy dokładnie, co się w tych szczepionkach znajduje. Wiemy, że może się w nich znajdować kilka toksycznych substancji. Jedną z nich jest thimerosal, związek rtęci. Drugim potencjalnie niebezpiecznym związkiem dodawanym do niektórych szczepionek jest skwalen. To substancja tłuszczowa będąca pośrednikiem w syntezie cholesterolu. Skwalen jest niezbędny do tworzenia się cząsteczek cholesterolu, który z kolei jest niezbędnym składnikiem życia, potrzebnym do prawidłowego funkcjonowania błon komórkowych. Ponadto cholesterol jest używany do produkcji wszystkich hormonów sterydowych, a więc hormonów niezbędnych dla organizmu do zwalczania stresu, hormonów płciowych i mineralokortykoidów. Wiemy z doświadczeń na zwierzętach oraz badań i obserwacji klinicznych, że domięśniowe wstrzyknięcie skwalenu w postaci szczepionki powoduje wytworzenie się przeciwciał przeciw temu związkowi, które atakują potem wszystkie komórki. Istnieją więc uzasadnione obawy, że pojawienie się takich przeciwciał u osób zaszczepionych może spowodować poważne uszkodzenie całego organizmu, ciężkie choroby typu autoimmunologicznego oraz przyspieszyć zgon wielu ludzi. Tego typu reakcje zaobserwowano u żołnierzy amerykańskich, którym podano szczepionki przed wojną w Zatoce Perskiej. Obecny w niektórych z nich skwalen spowodował bardzo poważną chorobę immunologiczną, która trwale uszkodziła ich organizmy, co gorsze, uszkodzenia te są przekazywane następnym pokoleniom. Dzieci tych żołnierzy urodziły się z poważnymi wadami i są upośledzone w podobny sposób jak ich ojcowie, spośród których wielu jest dziś okaleczonych, na wózkach inwalidzkich, choć nie byli zranieni podczas wojny.
Wydaje się więc, że masowe szczepienia przeciw chorobie, która jak wiemy, ma stosunkowo łagodny przebieg, nawet łagodniejszy od zwykłej grypy sezonowej, nie mają żadnego klinicznego czy epidemiologicznego uzasadnienia. Były podyktowane wyłącznie chęcią gigantycznych zysków dla producentów szczepionek i według amerykańskiej bazy danych VAERS spowodowały już w USA od 320 do 3200 zgonów oraz od około 4 tysięcy do 40 tysięcy ciężkich powikłań. Liczba ofiar tych szczepionek stale rośnie. Koncerny farmaceutyczne zapewne przewidziały, że takie będą skutki tych szczepień, dlatego zawczasu zapewniły sobie immunitet od odpowiedzialności za trwałe okaleczenie lub zabicie tysięcy ludzi.
Prowadzone są badania nad wykorzystaniem w szczepionkach nanotechnologii. Ma to przyspieszyć reakcję układu odpornościowego na dany antygen. Ale czy to jest bezpieczne?
Trzeba zacząć od wyjaśnienia, co to są nanocząstki. Otóż są to cząstki jakiegoś związku o bardzo małych rozmiarach – wielkości nanometra. Nanometr to 10-9 metra. Szerokość łańcucha DNA wynosi na przykład około 2,5 nanometra, a białka – od 5 do 50 nm. Nanocząstki są tak małe, że przenikają właściwie wszystkie struktury komórkowe – przedostają się do jądra komórkowego i do materiału genetycznego. Badania naukowe dowiodły, że nanocząstki stosowane w medycynie mogą niszczyć DNA i powodować mutacje, których skutkiem będzie cały szereg chorób, na przykład choroby degeneracyjne albo nowotworowe. Albo inne nieznane nam schorzenia, niewystępujące w sposób naturalny, bo nanocząstki są sztucznie stworzone. Wiemy z publikacji, która ukazała się w ubiegłym roku, a pochodzi z chińskiego uniwersytetu, że część kobiet, które pracowały w fabryce i były narażone na wdychanie nanocząstek – w tym przypadku był to związek poliakrylu – umarła. Jest to bezpośredni dowód na to, że nanocząstki mogą być groźne dla zdrowia ludzi. Gdyby więc ktoś próbował umieścić je w szczepionkach stosowanych na masową skalę, skutki tego eksperymentu byłyby nieobliczalne. W internecie pojawiły się informacje, że nanocząstki znajdują się w szczepionkach przeciw świńskiej grypie. Tego na pewno nie wiemy, ale to jeszcze jeden powód, by obawiać się tych szczepionek. Ich skutki nie muszą być widoczne od razu, objawy niepożądane mogą bowiem wystąpić po paru miesiącach lub latach.
Skąd wziął się wirus świńskiej grypy?
Wydaje się, że obecny szczep grypy A/H1N1 pojawił się nagle, choć inne podobne szczepy są endemiczne dla ludzkich populacji. Istnieją przypuszczenia, a pochodzą one od naukowców, że wirus mógł zostać sztucznie stworzony w laboratoriach. I nie są to podejrzenia do zignorowania. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) oraz Amerykańskie Centrum Kontroli Chorób Zakaźnych (CDC), zaczęły mówić o pandemii już w marcu, kwietniu, gdy pojawiły pierwsze zachorowania i praktycznie nic nie wiadomo było jeszcze o tej chorobie. CDC przyznało się też do tego, że jego naukowcy odtworzyli wirusa hiszpanki – grypy, która zabiła w roku 1918 podobno około 50 milionów ludzi. Dlaczego to zrobili, pozostaje znakiem zapytania.
Do połowy grudnia w krajach Unii Europejskiej przeciw świńskiej grypie zaszczepiło się tylko 2 proc. mieszkańców. Szczepionki zalegają z magazynach rządowych. Kto się szczepi, a kto odmawia szczepień?
Wydaje się, że szczepią się głównie ludzie, którzy posiadają małą wiedzę, ludzie biedni, natomiast ludzie świadomi, a więc lekarze, naukowcy, ludzie wykształceni najczęściej odmawiają tych szczepień. Znamienne jest, że w USA w wielu stanach w klinikach lekarze i pielęgniarki nie szczepią ani siebie, ani swoich pacjentów. To samo ma miejsce we Francji, Niemczech czy Skandynawii. Jak widać, wiele zależy od stopnia świadomości danego społeczeństwa, lecz opór przeciw przymusowym szczepieniom rośnie na całym świecie. I słusznie, bo po pierwsze wszelki przymus jest sprzeczny z demokracją, a po drugie zarówno te szczepionki jak i sama „pandemia” świńskiej grypy są wielce podejrzane. Sama uznaję zasadę: nie psuć tego co dobre, czyli im mniej interwencji medycznych w zdrowy organizm, tym dla niego lepiej. Dlatego nie zamierzam się szczepić.
Czy mogą nas zmusić do szczepień?
Jak już wspomniałam, według znowelizowanej ustawy o chorobach zakaźnych, naszej konstytucji oraz prawa UE, nikt nie może stosować wobec nas przymusu medycznego, więc nie można nikogo zmusić do szczepienia ani ukarać za odmowę zaszczepienia siebie lub swego dziecka. I o ile wiem, nigdzie w UE ani w USA nie zastosowano dotąd przymusowych szczepień przeciw tej grypie. Myślę, że politycy zdają sobie sprawę, czym może grozić taki przymus.
Dlaczego z różnych źródeł padają sprzeczne informacje? Jedni zapewniają, że szczepionki są bezpieczne, inni przed nimi ostrzegają.
Wiele czasopism naukowych, szczególnie medycznych, tych, które do niedawna były najbardziej prestiżowe, takimi już być przestały. Stały się bowiem własnością monopolistycznych gigantów wydawniczych sponsorowanych przez koncerny farmaceutyczne lub będących ich współwłasnością, konsorcjów, które produkują szczepionki lub posiadają media również żyjące z reklam firm farmaceutycznych. W dominujących korporacyjnych pismach medycznych najczęściej publikowane są obecnie tzw. infomercials, czyli informacje reklamowe ubrane w formę informacji naukowej. Próżno więc w nich szukać uczciwej wiedzy na temat leków czy szczepionek. Nieskażoną konfliktem interesu prawdę biomedyczną znajdziemy dziś tylko w pracach naukowych niezależnych badaczy, publikowanych w niezależnych (jeszcze) pismach naukowych, często powszechnie dostępnych w internecie. Dobrym źródłem informacji jest baza danych PubMed (tłumacząc na język polski: medycyna publiczna) stworzona przez Narodową Bibliotekę Medyczną w USA. W tej ogromnej bazie danych znajdują się linki do streszczeń, czasem także pełne teksty publikacji biomedycznych z całego świata, zarówno tych sponsorowanych przez korporacje, jak i niezależnych. Po wpisaniu w okienko jakichś haseł można dotrzeć do informacji na temat różnych publikacji. Poza tym w internecie, przez Google’a, można znaleźć sporo publikacji, a także informacji niepublikowanych w oficjalnych czasopismach, ale udokumentowanych.
Właśnie z internetu można się dowiedzieć o pozwie przeciw ONZ i WHO oraz firmie Baxter złożonym przez austriacką dziennikarkę śledczą Jane Burgermeister. Czy zna Pani tę sprawę?
Z mediów mi wiadomo, że Jane Burgermeister przez lata pracowała dla pism medycznych i specjalizowała się w publikacjach dotyczących szczepionek, więc wydaje się, że ma dużą wiedzę na temat ich składu i zagrożeń związanych z niektórymi ich składnikami. Sądzę, że skoro przygotowała taki pozew, to ma dowody. Sprawa dotyczy m.in. firmy Baxter, która starała się wprowadzić na rynek europejski szczepionkę z zabójczym żywym wirusem ptasiej grypy. Wiemy też, że szczepionka ta zastała przetestowana przez czeskich naukowców, którzy sprawdzili jej bezpieczeństwo na fretkach. Okazało się, że zaszczepione zwierzęta ciężko zachorowały i zmarły lub musiały być uśpione. Nie wiemy, dla jak dużej populacji była przeznaczona ta szczepionka, ale pamiętamy, że w 2007 roku w Polsce kilkunastu bezdomnych, którzy zostali bez ich wiedzy zaszczepieni szczepionką przeciw ptasiej grypie – zmarło. Niewykluczone, że podobny los spotkałby ludzi zaszczepionych szczepionką Baxtera. Na szczęście czescy naukowcy wykryli to zanieczyszczenie, ratując być może dużą populację europejską.
Oprac. Katarzyna Lewkowicz-Siejka

ŹRÓDŁO: http://znakiczasu.pl/wywiad/157-szczepionki-ukrywane-fak

piątek, 27 lipca 2012

164. Nie dla przymusowego szczepienia!

Świetny post ukazujący problem przymusowego szczepienia napisany przez: Emilię Wilgosz
Źródło: http://www.kochamylaure.pl/2012/07/07/



Jakiś czas temu postanowiłam zamieszczać w moim pamiętniku wpisy wyłącznie dotyczące córeczki i tym samym planowałam odciąć się od wszelkich innych problemów, które na co dzień mnie smucą lub niepokoją. Zwłaszcza w przeddzień urodzin Laurki nie chciałam pisać o żadnych przykrych sprawach, aby nie psuć nastroju sobie i innym ludziom. Mimo tego, dziś zamieszczę wpis o bardzo przykrej i niepokojącej sprawie, ponieważ wydarzyło się coś, czego pominąć po prostu nie mogę… Temat z pozoru polityczny, jest tak naprawdę sprawą niezwykłej wagi dla wszystkich Polaków i dotyka bezpośrednio zarówno dzieci jak i dorosłych, w takim samym stopniu ludzi zdrowych, jak i niepełnosprawnych. Sprawa jest szczególnie ważna dla mojej córki, której zdrowie, a nawet życie może zależeć o kolejnej bzdurnej, skandalicznej ustawy, jaką po cichu, pod osłoną odbywających się meczów Euro, przygotowali nam nasi politycy. Ale po kolei…
Już będąc w ciąży mocno interesowałam się tematem szczepionek podawanych dzieciom od pierwszych tygodni ich życia. Chodziłam do szkoły rodzenia, w której uczulono mnie na tą sprawę i otworzono mi oczy na zagrożenia, jakie niesie ze sobą fakt podawania dzieciom złej jakości lub nadmiernej ilości szczepień. Od mniej więcej siódmego miesiąca ciąży wręcz zaczytywałam się w publikacjach naukowych poświęconych tej tematyce, a także studiowałam wypowiedzi zamieszczane przez rodziców na różnych forach internetowych. Dotarłam też do raportów naukowców i lekarzy, którzy potwierdzili zgubny wpływ niektórych szczepionek, jednak ze względów politycznych i komercyjnych zatajono te raporty, ukrywając je z przed szerszą opinią publiczną.
Nigdy nie byłam przeciwniczką podawania szczepionek i nadal nie jestem, ponieważ są one wynikiem postępu ludzkości i na przestrzeni dziejów pozwoliły zwalczyć wiele bardzo niebezpiecznych chorób. Same w sobie są więc osiągnięciem dobrym i niezwykle przydatnym dla przeszłych i przyszłych pokoleń. Jestem jednak zdecydowaną przeciwniczką szczepionek niebezpiecznych, złej jakości, które w swoim składzie zawierają silnie neurotoksyczne substancje, powodujące szereg groźnych skutków ubocznych. Jestem też przeciwniczką szczepionek skondensowanych oraz takich podawanych w nadmiernych ilościach – kompletnie niepotrzebnych, aplikowanych ludziom bez realnego zagrożenia wystąpienia choroby. Wiele z nich wcale nie chroni przed chorobą, a jedynie powoduje powikłania i są łatwym źródłem zarobku dla wyzutych z humanitaryzmu wielkich koncernów farmaceutycznych. Jestem także przeciwniczką nabijania ludzi w butelkę, robienia ze społeczeństwa idiotów i traktowania obywateli jak żywy towar, którym można dowolnie handlować i dowolnie go eksploatować.
Przed narodzinami dziecka studiowałam uważnie fachową literaturę na temat szczepionek i dowiedziałam się przy okazji rzeczy po prostu mrożących krew w żyłach. Większość szczepionek zawiera silnie neurotoksyczne substancje, które są bardzo niebezpieczne dla ludzkiego mózgu, zwłaszcza dla mózgu małego dziecka. Są to między innymi zawarte w szczepionkach konserwanty, takie jak aluminium lub wyjątkowo groźne związki rtęci. Owa rtęć, zwana fachowo Thimerosal (sodium ethylmercurithiosalicylate), jest najniebezpieczniejszą ze wszystkich substancji, która niestety od ponad 80 lat dodawana jest w Polsce do szczepionek, także niemowlęcych. Wyprodukowano ją w latach trzydziestych ubiegłego wieku, bez wykonania jakichkolwiek badań na temat bezpieczeństwa tej substancji. Dziś już wiemy, że rtęć w każdej postaci jest bardzo toksyczna, a mimo to wciąż jest stosowana przez koncerny farmaceutyczne jako składowa produkowanych przez nie szczepionek. A polski rząd cały czas te szczepionki kupuje i wciąż nakazuje wstrzykiwać je dzieciom od pierwszych dni życia.
Rtęć odkłada się w mózgu powodując nieodwracalne zmiany – jest neurotoksyczna, kardiotoksyczna, hepatoksyczna, nefrotoksyczna, immunotoksyczna oraz kancerogenna… Powoduje zaburzenia rozwojowe u dzieci (między innymi padaczkę i autyzm), choroby neurodegeneracyjne u dorosłych (Parkinsona i Alzheimera) oraz degeneracyjne zmiany w systemach reprodukcyjnych kobiet i mężczyzn, upośledzając ich zdolności rozrodcze oraz uszkadzając potomstwo (źródło: http://www.epa.gov/iris/subst/0073.htm). To właśnie dlatego w ostatnich dwudziestu latach, kiedy to znacznie wzrosła liczba obowiązkowych szczepień, drastycznie (kilkunastokrotnie) wzrosła również zachorowalność na choroby psychoneurologiczne (autyzm, ADHD, upośledzenie umysłowe, padaczka i inne).
Biorąc pod uwagę powyższe dramatyczne dane, kraje skandynawskie wprowadziły całkowity zakaz używania rtęci w szczepionkach, a Unia Europejska zaproponowała drastyczne ograniczenie używania rtęci na skalę globalną. Mimo tego, wciąż są państwa, w których Thimerosal jest dodawany do szczepionek. W czołówce tego niechlubnego rankingu są Stany Zjednoczone, oraz niestety wiecznie wzorująca się na USA nasza Polska. W Stanach na autyzm cierpi obecnie ponad 1,5 miliona dzieci. Dla Polski nie ma jeszcze wiarygodnych danych, ale szacuje się, że może być ich ponad 150 000.
W naszym kraju nadal stosowane są szczepionki zawierające ten cholerny Thimerosal, a najniebezpieczniejszą z nich jest Euvax, podawany noworodkom w pierwszej dobie życia – jest to szczepionka koreańskiej produkcji przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby. Wiedząc o tym, nie pozwoliłam w szpitalu zaszczepić Laury tą szczepionką, ale ponieważ szczepienie było obowiązkowe, musiałam zdobyć inną, aby ją zaszczepić przeciwko Wzw B. Dlatego też kupiłam w aptece szczepionkę Engerix B, która niestety też zawierała w składzie rtęć, ale już w znacznie mniejszej ilości. Postanowiłam, że będę skrupulatnie sprawdzać składy wszystkich proponowanych Laurze szczepionek i osobiście dopilnuję, aby żadna niebezpieczna substancja nie dostała się do jej krwi.
Problemy pojawiły się dopiero, kiedy przetransportowano moją maleńką dziewczynkę do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Tam lekarze postanowili podać jej kolejną dawkę szczepionki Wzw B bez mojej wiedzy – nakazano podanie dziecku niebezpiecznego Euvaxu i nikt nie zamierzał mnie o tym poinformować. Na szczęście miałam nawyk codziennego czytania karty dziecka i wszystkich zleceń medycznych (chociaż niektórym osobom z personelu medycznego niekoniecznie to odpowiadało) i dzięki temu przeczytałam o planowanym szczepieniu. Pamiętam, że zrobiłam wtedy w tym szpitalu nieziemską awanturę o to, że ktoś decyduje o podaniu dziecku szczepionki bez wiedzy rodzica. Zażądałam podania Engerix B zamiast Euvax i o dziwo bez protestu spełniono moją prośbę, chociaż standardowo próbowano zaszczepić moją Laurę tańszą i gorszą szczepionką. Do tej pory mną trzęsie, jak sobie tą sytuację przypomnę.
Laura jest dzieckiem wyjątkowo obciążonym, z grupy wysokiego ryzyka zachorowalności na wiele chorób. Wielokrotnie przeszła skomplikowane operacje, narkozy, liczne antybiotykoterapie, co nie pozostało bez konsekwencji dla jej układu nerwowego i odpornościowego. Dlatego ja muszę w sposób szczególny dbać o to, aby do jej krwi nie wstrzyknięto czegoś, co dodatkowo może obciążyć jej organizm. Muszę pilnować, aby rtęć nie dostała się do jej mózgu, ponieważ istnieje ryzyko, że jej układ nerwowy mógłby tego nie wytrzymać i mogłoby dojść do groźnych w skutkach powikłań poszczepiennych. Dlatego jestem w stałym kontakcie z pediatrą Laury i przed wyjazdem na szczepienie proszę o podanie mi nazwy farmaceutycznej szczepionki. Następnie sprawdzam skład tej szczepionki, a jeśli mi ona nie odpowiada, to wtedy albo z niej całkowicie rezygnuję, albo kupuję inną, bezpieczniejszą. Mam ułatwioną sytuację, ponieważ Laurze ze względu na chorobę przysługuje pakiet nieco lepszych szczepionek, tak zwany pakiet szczepionek oczyszczonych. Dzięki temu część szczepionek lepszej jakości jest dla Laury refundowana, a ja dokupuję tylko te, które wydają mi się bezpieczniejsze od tych proponowanych przez lekarza.
Nigdy też nie zezwalam na podawanie Laurze szczepionek skondensowanych, takich 3w1, 5w1 itp. Są to pakiety bardzo niebezpieczne i bardzo obciążające dla organizmu dziecka. Laura jest szczególnie zagrożona powikłaniami poszczepiennymi, dlatego ja pozwalam na wykonanie jednorazowo maksymalnie dwóch ukłuć. Oczywiście namawiano mnie na te pakiety twierdząc, że dziecko będzie miało „za jednym zamachem” zrobione kilka szczepień i dzięki temu będzie mniej cierpiało. Prawda jest jednak taka, że namawia się rodziców na te szczepionki głównie ze względu na zyski, a nie ze względu na dobro dzieci. Rodzice wydają kasę na zakup pakietów, chcąc uchronić swoje dzieci przed bólem spowodowanym wielokrotnymi nakłuciami. A koncerny farmaceutyczne cieszą się, bo na tym wyjątkowo dużo zarabiają. Tak naprawdę, wiele z tych szczepionek jest kompletnie zbędnych, a wystąpienie powikłań po takich pakietach jest o wiele wyższe, niż przy tradycyjnych szczepionkach. Gdyby środowisku medycznemu naprawdę zależało na dobru dzieci, to zamiast namawiać rodziców na skondensowane szczepionki, uświadamialiby ich, jak zabezpieczyć dziecko przed bólem.
Ja znam taki sposób i jest on najprostszy na świecie, więc chętnie podzielę się tą wiedzą. Otóż wystarczy kupić w aptece przeciwbólową lidnokainę „Emla”, a następnie pół godziny przed szczepieniem posmarować miejsce, gdzie ma być podana szczepionka. Należy nałożyć na posmarowane miejsce specjalny plasterek dołączony do opakowania i udać się z dzieckiem na szczepienie. Zapewniam Was wszystkich, że dziecko nie poczuje wtedy najmniejszego nawet bólu. Lidnokaina „Emla” całkowicie znieczula miejsce nakłucia i mały pacjent totalnie nic nie czuje. Dzięki temu moja Laura jeszcze nigdy nie poczuła bólu podczas podawania szczepionki.
Wszystko, co napisałam na temat szczepionek zrobiłam po to, aby uświadomić ludzi o zagrożeniach z nich wynikających. Jednak nie jestem całkowitą przeciwniczką szczepionek i to też chciałabym podkreślić. Wierzę w ich zbawienny wpływ, o ile są aplikowane mądrze, z pominięciem szczepionek zbędnych i z pominięciem niebezpiecznych środków chemicznych, takich jak Thimerosal. Przeczytałam na ten temat wiele literatury i muszę przyznać, że zapoznałam się ze stanowiskiem dwóch stron – zarówno zwolenników jak i przeciwników szczepionek. Środowisko medyczne i naukowe jest w tej kwestii podzielone, dlatego czytając publikacje naukowe można dostać rozdwojenia jaźni. Jest wielu gorliwych przeciwników szczepień, którzy są autorami przekonujących publikacji naukowych stworzonych w celu udowodnienia ich tezy. Jest też jednak równie wielu zwolenników jak największej ilości szczepień i również oni tworzą własne przekonujące publikacje naukowe. Trudno mi było na początku wyrobić sobie na ten temat zdanie i do tej pory mam w głowie chaos, gdyż nie wiem, jak jest naprawdę. Nie mam pewności, czy szczepienie ogólnodostępnymi szczepionkami z Thimerosolem i aluminium spowodowałoby u Laury groźne skutki uboczne, czy też nie. Przecież wiele dzieci, mimo podania tych szczepionek, jest całkowicie zdrowych. Ale niestety są też inne, chore, u których na przykład nagle w niewyjaśnionych okolicznościach pojawił się autyzm lub padaczka. Ja osobiście postanowiłam szczepić Laurę, ale z drugiej strony nie pozwalam na wstrzykiwanie do jej krwi żadnych groźnych substancji. Wspólnie z lekarzem ułożyłam jej indywidualny harmonogram szczepień, drobiazgowo sprawdzam każdą szczepionkę i dzięki temu mam poczucie, że chronię swoje dziecko przed powikłaniami. Być może podanie tych niebezpiecznych szczepionek mojej córce nie spowodowałoby u niej żadnych powikłań, być może nie stałoby się nic złego. Ja jednak wolę nie ryzykować, bo gdyby jednak coś się Laurze stało, to ja nigdy bym sobie tego nie wybaczyła…
Ponadto bombardowanie mnie ciągłymi kampaniami reklamowymi na temat kolejnych „wspaniałych” szczepionek jakoś mnie nie przekonuje. Co róż widzę w gazetach, telewizji, na plakatach przerażającą reklamę, która ma wywołać we mnie poczucie winy: „jak nie zaszczepisz dziecka, to z pewnością ono wkrótce ciężko zachoruje”. Ja szczepię swoje dziecko, ale nie tym wszystkim, co nakazują reklamy, zwłaszcza te w gazetach dla przyszłych mam. Doskonale bowiem zdaję sobie sprawę, że reklamy nie mają na celu dobra pacjenta, ale wyłączne zyski finansowe dla koncernów farmaceutycznych. Największe koncerny nie cofną się przed niczym, aby zrobić ludziom wodę z mózgu i dzięki temu sprzedać swój produkt. To właśnie firmy farmaceutyczne lobbują rządy poszczególnych krajów i nakłaniają je do wprowadzania kolejnych „obowiązkowych” szczepień. Nierzadko dają one gigantyczne łapówki za wprowadzenie na rynek danego kraju kolejnej szczepionki – są to tak wielkie kwoty pieniędzy, o jakich zapewne nikomu z nas się nie śniło. Właśnie z tego względu staram się spojrzeć na temat szczepień z dystansem i wybrać dla mojej córki te szczepionki, które po pierwsze są jej naprawdę potrzebne, a po drugie są dla niej bezpieczne.
A teraz przejdę do meritum… Ten mój długi wywód na temat szczepień był tylko wstępem do tego, o czym teraz Wam napiszę. Mam nadzieję, że znajdziecie w sobie siłę i czas do przeczytania mojego przydługiego wpisu, ponieważ naprawdę jest to sprawa niezwykłej wagi. Nasi politycy znów postanowili stworzyć przepisy skierowane przeciwko własnym obywatelom, a wszystko w celu łatwego i szybkiego zysku finansowego… Ja nie jestem towarem handlowym, moje dziecko też nie, dlatego postanowiłam tym wpisem zaprotestować przeciwko skandalicznej ustawie, nad którą właśnie głosują nasi senatorowie. Moje ciało nie jest na sprzedaż, więc nie chcę być przedmiotem wymiany handlowej między polskim rządem, a wielkimi korporacjami farmaceutycznymi.
Otóż nasi politycy, pod osłoną Euro, po cichutku obmyślili plan, jakby tu wykorzystać społeczeństwo do swoich niezbyt moralnych celów, jakby tu dogadać się z koncernami farmaceutycznymi w celu zdarcia z ludzi jeszcze większej kasy… Pracowali jak mróweczki akurat wtedy, kiedy cała Polska pochłonięta była przygotowaniami do Euro 2012. Myśleli zapewne, że społeczeństwo zaabsorbowane wydarzeniami sportowymi nie zauważy ich niecnych planów. No cóż, jak zwykle ekipa rządząca nie doceniła swojego społeczeństwa…
Drogie Panie i drodzy Panowie zasiadający u zaszczytnego koryta polskiej władzy!
Otóż społeczeństwo głupie nie jest i zauważyło… Zauważyliśmy, że dnia 15.06.2012 r. Sejm przegłosował ustawę o zmianie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi oraz ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Zauważyliśmy też, że teraz Senat zajmie się rozpatrzeniem tej ustawy, a następnie jeśli nie zostaną wprowadzone poprawki, ma ona zostać podpisana przez Prezydenta.
W naszym kraju skandal goni skandal i tak naprawdę trudno się w tym wszystkim połapać. Niedawno traciłam energię na walkę z idiotyczną ustawą o zbiórkach publicznych, a teraz muszę walczyć z kolejnym, jeszcze większym absurdem. Teraz powstała ustawa, która w założeniu miała być stworzona dla dobra ludzi, a tymczasem zrobiono coś, co niektórym kojarzy się po prostu z holocaustem… Ja osobiście, po zapoznaniu się z treścią proponowanych poprawek, jestem najzwyczajniej w świecie przerażona! Sprawa bezpośrednio dotyka mojej córki, ponieważ w myśl ustawy to nie ja będę decydować o tym, co jest wstrzykiwane do krwi mojej Laurki, ale będzie robiło to za mnie państwo! Szczepienia mają być absolutnie obowiązkowe dla wszystkich obywateli – zarówno dzieci jak i dorosłych. Ponadto w ustawie jest zapis, który mnie samej nie mieści się w głowie – jeśli ktoś nie będzie chciał się zaszczepić, to państwo będzie mogło użyć w stosunku do niego PRZYMUSU BEZPOŚREDNIEGO! Zmiany zaproponowane w projekcie nowej ustawy są tak skandaliczne, że wykraczają poza granice mojej wyobraźni…
Jednak posłowie i senatorowie w naszym Parlamencie mają większą ode mnie wyobraźnię, co niestety jest tragiczne w skutkach dla nas wszystkich. W myśl zaproponowanych poprawek do ustawy, zmieniono dotychczasową definicję choroby zakaźnej oraz zasady obowiązku szczepień – nowe definicje rozszerzają przymus szczepień o kolejne szczepionki i dają możliwość ogłoszenia epidemii z błahych powodów, a co z tym się wiąże nakładają przymus szczepień na wszystkich obywateli. Łatwo się domyśleć, że koncerny farmaceutyczne będą mocno dbały o to, aby takich epidemii ogłaszano w Polsce jak najwięcej… Przymus szczepień będzie mógł być stosowany do wszystkich, zarówno dzieci, jak i dorosłych.
Do tej pory lekarze, którzy zgłosili wystąpienie poszczepiennych powikłań, mogli korzystać z refundacji kosztów takiego zgłoszenia. Jednak proponowana przez polityków poprawka odmawia lekarzom tych refundacji. W praktyce oznacza to, że lekarze nie będą zgłaszać powikłań poszczepiennych, a więc takie dane nie będą trafiały do żadnych rejestrów. Tym samym przed opinią publiczną będą ukrywane zgody i okaleczenia umysłowe dzieci, u których wystąpiły poszczepienne powikłania.
Ale to jeszcze nie wszystko… Nowa ustawa jest również próbą zmonopolizowania i ograniczenia dostępu do informacji o zakażeniach, chorobach zakaźnych i niepożądanych odczynach poszczepiennych. Politycy chcą, aby dostęp do tych informacji był tajny i aby miał go wyłącznie sanepid. Tylko niektóre instytucje będą mogły starać się o dostęp do tych danych i to pod rygorem podpisania umowy oraz dokonania stosownej płatności. Ale płatny dostęp do tych jakże niezwykle istotnych danych to tylko teoria – w praktyce dostępu nie będzie miał nikt. Ustawa przewiduje bowiem możliwość odmówienia przez sanepid udostępnienia instytucjom dostępu do bazy danych bez podania przyczyny…
Ale to jeszcze nie koniec niespodzianek… Wisienkę na torcie zostawiam na sam koniec. Otóż w ustawie pojawił się skandaliczny wręcz zapis o tym, że w przypadku nie wyrażenia zgody na szczepienie będzie możliwość zastosowania PRZYMUSU BEZPOŚREDNIEGO przez pracowników medycznych pod nadzorem lekarza! W praktyce oznacza to, że jeśli ja nie zgodzę się na podanie dziecku jakiejś niebezpiecznej szczepionki, to odpowiednie służby będą mogły wedrzeć się do mojego domu, odebrać mi siłą dziecko i wykonać Laurze przymusowe szczepienie! To samo będą mogły zrobić służby każdemu innemu dziecku w Polsce. Boże, czy to w ogóle jest możliwe w demokratycznym kraju? Myślałam, że tylko w Chinach używa się siły w celu wykonania przymusowej aborcji w ramach polityki jednego dziecka… Ale żeby używać przymusu w stosunku do Polaków w celu wstrzyknięcia im do krwi jakiejś substancji chemicznej, to przerasta po prostu moją wyobraźnię i kojarzy mi się z eksperymentami medycznymi w Auschwitz.
Według najnowszego projektu ustawy o zmianie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi oraz ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej, sanepid będzie miał większe uprawnienia, niż policja i wojsko razem wzięte. Będzie miał monopol na korzystanie z danych o powikłaniach poszczepiennych, będzie mógł zmusić wszystkich obywateli do szczepień według własnego widzimisię, a także bez wyroku sądu będzie mógł użyć siły wobec nas i naszych dzieci w celu podania szczepionki. A koncerny farmaceutyczne zarobią kolejne miliardy, ponieważ przy pomocy gigantycznych łapówek będą przekonywać naszych rządzących do wpisania następnych szczepionek na listę szczepień obowiązkowych. Dążąc do łatwego zysku, koncerny będą lobbować w stronę jak największej ilości obowiązkowych szczepień oraz do ogłaszania epidemii z błahego powodu, a my nawet nie będziemy mogli przeciwstawić się szczepionce z zawartością toksycznej rtęci. Wielkie pieniądze wielkich firm, wielkie pieniądze ważnych polityków i wielkie dramaty zwykłych ludzi…
Ja jestem przerażona tym, co zobaczyłam czytając materiały na temat nowej ustawy. Przysięgam, że jeśli wejdzie ona w życie i jeśli ktoś będzie chciał zmusić mnie do podania mojej córce niebezpiecznej szczepionki, to ucieknę z tego kraju. Jeśli dojdzie do tego, że politycy będą decydować o tym, co mam wstrzykiwać sobie i córce do krwi, to wyjadę z Polski i już nigdy tu nie wrócę.
Jedyne, co mogę zrobić, to zaprotestować przeciwko temu barbarzyństwu i poprosić Was o pomoc. Proszę, ślijcie razem ze mną listy protestacyjne do prezydenta na adres listy@prezydent.pl lub http://www.prezydent.pl/kontakt/. Proszę, rozpropagujcie ten temat wszędzie, gdzie się da. I jeszcze z całego serca proszę, podpiszcie razem ze mną poniższą petycję przeciwko przymusowym szczepieniom:

PETYCJA STOP PRZYMUSOWI

SZCZEPIEŃ!

 



-

 KRÓTKI REPORTAŻ W SUPERSTACJI
PRZYMUSOWE SZCZEPIENIA W POLSCE – FRAGMENT POSIEDZENIA SENACKIEJ KOMISJI
 Zwróćcie uwagę na to, z jakim lekceważeniem senatorowie potraktowali kobietę, która wystąpiła na posiedzeniu komisji w obronie Polaków. Oni nawet nie słuchali jej wypowiedzi, nie odnieśli się w żaden merytoryczny sposób do jej argumentów, tylko lekceważąco się uśmiechali… Całość obrad z posiedzenia komisji można zobaczyć TUTAJ