Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wodogłowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wodogłowie. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 stycznia 2014

321. "Niezwykły" Kubuś

Źródło:
stronka Kubusia- http://kubolinek.bloog.pl
wiadomość e-mail od mamy Kuby




Nasz synek urodził się 25.10.2007 z rozszczepem kręgosłupa, wodogłowiem, brakiem nerki. 
Następstwem tej choroby jest pęcherz neurogenny, całkowity niedowład kończyn dolnych, zespół Arnolda Chiarego. 

Kubuś musi być nieustannie leczony i rehabilitowany Jest pod stałą opieką wielu specjalistów i rehabilitantów.

 Nasz synek porusza się na wózku inwalidzkim, potrafi pełzać i siadać, pod względem intelektualnym rozwija się prawidłowo. Mimo swej niepełnosprawności jest bardzo pogodnym dzieckiem

W tym roku musimy zakupić Kubusiowi wózek inwalidzki bo z poprzedniego zaczyna wyrastać. Opłacić turnusy rehabilitacyjne, zakupić leki, pieluchy, cewniki, art. higieniczne i medyczne, sprzęt ortopedyczny. Opłacić dojazdy i prywatne wizyty u specjalistów, są to bardzo duże koszty.


Jak pomóc Kubusiowi?
 Przekazując darowiznę:
Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą
ul. łomiańska 5
01-685 Warszawa
nr konta  Bank BPH S.A. 15 1060 0076 0000 3310 0018 2615
tytułem wpłaty - 5885 WOJCIECH JAKUB  Darowizna na pomoc i ochronę zdrowia

Przekazując na rzecz Kubusia 1% swojego podatku:

Za każdą pomoc z całego serca dziękujemy.

Anna i Tomasz Wojciech

wtorek, 23 października 2012

205. Pomóż Marysi

Źródło: Informacje od mamy Marysi.
Strona Marysi: http://www.marysienka.tio.pl/
Marysi na fb: https://www.facebook.com/MarysienkaZawisza#!/MarysienkaZawisza


Marysia urodziła się 16.02.2012 w Krakowie w 36tc, cierpi na:
Rozszczep kręgosłupa TH-10, L-5 (operowana ok.4godz. życia).
Wodogłowie (wszczepiona zastawka w 3dobie życia).
Zespół Arnolda Chiariego.
Neurogenny pęcherz moczowy.
Myelodysplazja.
Przepukliny pachwinowa (po operacji w 4 m.życia) i jelitowa.
Stopy końsko-szpotawe (wyprostowane, oby na zawsze).
Niedoczynność tarczycy.
Porażenie kończyn dolnych.
A wszystko jeszcze na tydzień przed porodem miało być dobrze.
Pomóż nam zatrzymać uśmiech Marysi...


Marysia wita nas codziennie uśmiechem. Jest szczęśliwa i beztroska. Nie wie jeszcze, że nie będzie chodzić. Nie rozumie, co oznacza rozszczep kręgosłupa, czy wodogłowie...
Zwracamy się z uprzejmą prośbą o udzielenie nam wsparcia finansowego dla naszej córeczki. Teraz każdy dzień to walka o lepsze zdrowie Marysi, to walka o jej lepszą samodzielną przyszłość. To specjalistyczny sprzęt medyczny, ortopedyczny, to ciągła rehabilitacja, turnusy rehabilitacyjne, prywatne wizyty lekarskie.
Jesteśmy pewni, że wygramy tę walkę, również dzięki Państwa pomocy, dzięki czemu Marysieńka będzie za jakiś czas samodzielnie witać świat, z uśmiechem na buzi.

Za wszelką okazaną pomoc, bardzo dziękujemy. Rodzice Marysieńki.

Fakt, że Marysieńka jest podopieczną Fundacji "Słoneczko" można sprawdzić wyszukując po nazwisku:

www.fundacja-sloneczko.pl Pomóż Marysi "chodzić".




 Jeśli chcesz pomóc naszej Marysieńce w rehabilitacji oraz leczeniu, możesz to zrobić na kilka sposobów.


Można wpłacić dowolną kwotę, na Marysieńki konto w Banku celem przekształcenia jej w niezbędną pomoc lub konkretną wybraną potrzebę.


Można przekazać 1% podatku podczas corocznych rozliczeń podatkowych.


Można pomóc poprzez zbiórkę plastikowych nakrętek.

Można przekazać jakieś przedmioty, rzeczy, drobiazgi na aukcje charytatywne dla Marysieńki - proszę wtedy o kontakt w celu uzgodnienia szczegółów.


Można pomóc poprzez stałe sponsorowanie zajęć rehabilitacyjnych.


Można pomóc poprzez poinformowanie swoich znajomych o tym, że Marysieńka potrzebuje pomocy.

 Można pomóc poprzez przetłumaczenie dokumentacji medycznej Marysieńki na język angielski.


Numery kont
Konto założone dla Marysieńki przez Nas w Banku:

KB Krosno, ul. Lewakowskiego 23
nr: 17 1500 1490 1014 9015 4728 0000
Z dopiskiem: Marysieńka



Konto założone w Fundacji "Słoneczko":

Spółdzielczy Bank Ludowy Zakrzewo Oddział Złotów
Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym "Słoneczko"
77-400 Złotów, Stawnica 33
Wpłaty krajowe w pln:

Nr: 89 8944 0003 0000 2088 2000 0010
Z dopiskiem: 106/Z Zawisza Maria - darowizna
Wpłaty zagraniczne w euro:

kod SWIFT(BIC): GBW CPL PP Nr: 76 8944 00030000 2088 2000 0050
Z dopiskiem:106/Z Zawisza Maria - darowizna
Wpłaty zagraniczne w USD:

kod SWIFT(BIC): GBW CPL PP Nr:97 8944 0003 0000 2088 2000 0060
Z dopiskiem: 106/Z Zawisza Maria - darowizna


Proszę pamiętać, żeby przekazana kwota, dotarła wprost na subkonto Marysieńki, koniecznie musi być napisany: Numer 106/Z oraz imię i nazwisko. Każda suma jest dla nas ogromnym wsporciem, nawet przysłowiowa złotówka. Dziękujemy.




sobota, 8 września 2012

179. Fabianek

Źródło: http://fabianekosobie.blog.onet.pl/


Apel o pomoc!
Zwracam się do Państwa z prośbą o wsparcie finansowe.Dnia 27 sierpnia 2009 roku przyszedł na świat mój synek Fabian. Nic nie wakazywało na to, że urodzi się chory.Fabianek urodzil się z 3 pkt Apgar, ważył 2240, 46 cm długi z przepukliną oponowo-rdzeniową odcinka lędźwiowego kręgosłupa.W związku z czym przestał ruszać nóżkami. Na domiar tego po jakimś czasie pojawiło się wodogłowie, więc był ponownie operowany, żeby mieć
założony zbiorniczek w główce, ponieważ płyn oponowo-rdzeniowy nie był klarowny. Co jakiś czas nakłuwano główkę aby płyn wyciekał. Gdy płyn był klarowny przeprowadzono następną operację, która polegała na wymianie zbiorniczka na zastawkę komorowo-otrzewnową w główce.Przebył również operację przepuklin pachwinowych obustronnych i wodniaka prawego jądra.Po lewej stronie przepuklina była nawrotowa i kolejny raz operowana.Wykryto również epilepsję, refluks pęcherzowo-moczowy I i IV stopnia,
pęcherz neurogenny(musi być cewnikowany), zaćmę obydwu oczu ( Fabianek jest już po 4 operacjach oczu w CZDz i czekamy na kolejne ponieważ musi mieć wszczepione soczewki).
Musiałam wybierać między tatą Fabianka a samym Fabiankiem WYBRAŁAM SYNKA i zostaliśmy sami.Wzieliśmy się ostro do pracy i synek na dzień dzisiejszy robi postępy z czego jestem bardzo dumna.Muszę wspomnieć, że jestem samotną matką wychowującą jeszcze 9 letnią córkę. Nie ukrywam, że w zaistniałej sytuacji czas odgrywa bardzo dużą rolę. Fabianek potrzebuje stałej rehabilitacji, która pomoże mu w przyszłości normalnie funkcjonować w najbliższym otoczeniu. Każda matka chce dla swojego dziecka jak
najlepiej, niestety nie jestem wstanie pokryć kosztów rehabilitacji a tym samym pomóc mojemju synkowi. Z powyższą sytuacją byliśmy zmuszeni zapisać się do fundacji i prosic ludzi dobrej woli o wsparcie.
Fabianek wymaga rehabilitacji w warunkach domowych.Prywatna godzina ćwiczeń kosztuje 70 zł, prywatna półgodzinna wizyta logopedyczna 25 zł. Fabianek wymaga codziennej rehabilitacji a to przekracza moje możliwości finansowe.Zapewniam synkowi jak najczęstszy dostęp do wielu lekarzy specjalistów takich jak ortopeda,okulista,neurochirurg,neurolog,urolog i nefrolog.
Ja jako mama samotnie wychowująca Fabianka wspieram go i robie wszystko aby mu pomóc.Niestety moje możliwosci finansowe są bardzo ograniczone.Proszę o pomoc i zwracam się do wszystkich ludzi mających dobre serce i czułych na cierpienie innych o wsparcie finansowe,dzięki temu Fabianek ma szanse na lepsze jutro.Nawet najdrobniejsza wpłata z całą pewnością okaże się pomocna.
Aby powiększyć apel wystarczy kliknąć na niego!
Możesz Pomóc Mi Równiez Poprzez Tę Fundację:

FUNDACJA ,,ZŁOTOWIANKA"
ul.Wojska Polskiego 2; 77-400 Złotów
KRS: 0000308316
Nr.konta: 25 8944 0003 0002 7430 2000 0010
z dopiskiem darowizna na rzecz Fabiana Piaskowskiego-Rodzik
symbol p/7
Kontakt z mamą Fabianka:

poniedziałek, 25 czerwca 2012

155. Joanna Wiśniewska-Salej, zespół Dandy'ego-Walkera

Źródło: aska.org.pl

 Gdy dowiedziałam się, że szansą dla mnie jest operacja za granicą bardzo się ucieszyłam, a jednocześnie wspólnie z rodzicami zadawaliśmy sobie pytanie, w jaki sposób jesteśmy w stanie zgromadzić tyle potrzebnych pieniędzy? Wydawało się to tak nierealne, że aż przerażało. Jednak myśl o tym, że jest to dla mnie ratunek dodawała sił do działania. Zdajemy sobie sprawę, że niewiele zdziałamy sami.... przedstawiam więc ludzi i zdarzenia, które dają mi wiarę i nadzieję. Walczę nadal z chorobą i nie poddaję się. 




2000 - 2011


    Urodziłam się jak tysiące innych dzieci na świecie   przez cesarskie cięcie. Jako niemowlę rozwijałam się normalnie. Rosłam, przybierałam na wadze, raczkowałam. Trochę późno, bo dopiero około drugiego roku życia zaczęłam chodzić. Podczas jednej z rutynowych kontroli u rejonowego lekarza pediatry pani doktor stwierdziła u mnie objaw Bella i skierowała do neurologa dziecięcego. Mama przez rok zgłaszała się ze mną do okresowych kontroli. Po roku konsultacji stwierdzono, że wszystko jest w porządku i nie ma powodów do niepokoju. Życie zdawało się potwierdzać tę diagnozę. Poza typowymi dla okresu dziecięcego chorobami rzeczywiście nic nadzwyczajnego się nie działo.
Problemy pojawiły się kiedy ukończyłam trzynaście lat. Początkowo identyfikowano je jako zaburzenia związane z okresem dojrzewania. Kiedy dziwne objawy zaczęły się nasilać wykonano mi badanie EEG i stwierdzono zmiany sugerujące dolegliwości epileptyczne. Trudno jednak było znaleźć ich przyczynę. Zaczęłam przyjmować leki, które jednak nie do końca łagodziły występujące dolegliwości. Wszystko to bardzo negatywnie wpływało na moją psychikę. Częste i długie pobyty w szpitalu, wyrwanie z mojego środowiska, brak kontaktu z rówieśnikami były dla mnie koszmarem. Momentami miałam dosyć wszystkiego, a do tego dochodziło coraz gorsze samopoczucie. Najbardziej niepokoił ciągły, nasilający się ból głowy. W końcu stał się tak silny, iż  wydawało się że głowę coś rozsadza mi od środka. Do tego doszły wymioty. Mama postanowiła pojechać ze mną do Kliniki w celu wykonania rezonansu magnetycznego głowy. Kiedy odebrała zdjęcia z opisem stała się dziwnie małomówna. Dopiero po jakimś czasie dowiedziałam się jaka była tego przyczyna. W mojej głowie w miejscu lewej półkuli móżdżku znajdowała się torbiel o średnicy 3 centymetrów.
Neurochirurdzy Kliniki Akademii Medycznej w Poznaniu po przeanalizowaniu wszystkich dotychczasowych wyników i wykonanych badaniach stwierdzili u mnie bardzo rzadką chorobę występującą w medycynie pod nazwą zespołu Dandy-Walkera.
Dla mnie brzmiało to groźnie choć nie do końca rozumiałam czym mi grozi. Lekarze wiedzieli. Postanowili z uwagi na nasilające się objawy zaimplantować mi do mózgu specjalną zastawkę, której zadaniem będzie wyrównanie ciśnienia wewnątrzczaszkowego płynu mózgowo-rdzeniowego. Takie leczenie stosuje się u chorych na zespół Dandy – Walkera. Operację wykonano w Klinice AM w Poznaniu w listopadzie 2000 roku. Bezpośrednio po zabiegu czułam się wspaniale. Obolała, ale szczęśliwa mówiłam rodzicom, że teraz nawet widzę ich lepiej. Niestety, moja radość nie trwała długo. Już po niespełna dwóch miesiącach wróciły dolegliwości podobne do poprzednich. Pojawiły się także inne, bardzo uporczywe takie jak częste napady padaczkowe, wyraźne zachwiania równowagi i kłopoty z mową. Właśnie te okresowe zaburzenia w mówieniu bardzo przeszkadzały mi w nauce. Podobnie jak utrudniona percepcja utrudniała mi procesy poznawcze. Mimo tego ukończyłam w tym czasie drugą klasę liceum.
         W maju 2001 roku po przeprowadzonym kontrolnym badaniu tomografem komputerowym przeżyłam kolejny szok. Okazało się bowiem, że torbiel w mojej głowie rośnie i jej średnica osiągnęła już wielkość siedmiu centymetrów. Ponadto bardzo poszerzyły się komory boczne. Czułam się coraz gorzej. Nastąpiła seria konsultacji w wielu ośrodkach neurochirurgicznych w całej Polsce. W styczniu i
w czerwcu 2002 roku byłam konsultowana w klinice w Berlinie. W wyniku konsultacji zostałam zakwalifikowana do operacji. Jej termin był jednak uwarunkowany wpłaceniem wyznaczonej przez szpital niemiecki kwoty 15 tysięcy euro. Ponieważ moi rodzice nie byli w stanie sfinansować operacji, rozpoczęli wielką batalię w celu zgromadzenia takiej kwoty. W międzyczasie trafiłam na oddział neurologiczny AM w Poznaniu, gdzie stwierdzono u mnie epilepsję. Ponadto badanie rezonansem magnetycznym skonsultowane z neurochirurgami wykazało powstanie dwóch dużych wodniaków podpajęczynówkowych jako efekt przedrenowania. W październiku 2002 roku, kiedy udało się już uzbierać połowę potrzebnej sumy otrzymaliśmy radosną
 wiadomość, że taka zaliczka wystarczy do przyjęcia na oddział. Resztę będzie można wpłacić później. Z wielką obawą, ale jeszcze większą nadzieją pojechałam do Niemiec. Przyjęto mnie na oddział, operację wyznaczono na dzień następny. Wielkie rozczarowanie przeżyłam rano, kiedy już przygotowana do operacji dowiedziałam się, że jest ona niemożliwa z uwagi na znaczne pogorszenie mojego stanu zdrowia, co potwierdzało wykonane badanie rezonansem magnetycznym. Wróciłam do domu z wielkim poczuciem bezsilności i jeszcze gorszym samopoczuciem. Zostałam skierowana do Kliniki Neurochirurgii PAN szpitala bielańskiego w Warszawie gdzie docent Jerzy Jurkiewicz zdecydował przyjąć mnie na oddział w celu wszczepienia dodatkowej zastawki programowanej. Chodziło o to, aby powstrzymać proces przedrenowania i w wyniku regulacji zastawki doprowadzić do wyrównania ciśnienia śródczaszkowego. Dodatkowym efektem jaki miał na celu ten zabieg, powinna być resorbcja powstałych wodniaków. Na to jednak potrzebny był czas. Zabieg wykonał w listopadzie 2002 roku osobiście docent Jurkiewicz. W moim życiu byłam już w wielu szpitalach, ale nigdzie nie spotkałam się z takim profesjonalnym, a przy tym szalenie ciepłym, serdecznym niemalże ojcowskim podejściem i opieką lekarzy jak w szpitalu bielańskim szczególnie ze strony docenta Jerzego Jurkiewicza. Zresztą cały zespół kliniki kierowanej przez profesora Czernickiego był wspaniały.

            Operacja cofnęła negatywne skutki przedrenowania lecz dolegliwości się nasilały i pojawiały nowe. Od listopada 2002 roku do kwietnia 2003 roku spędziłam wiele dni w różnych warszawskich szpitalach. Oprócz szpitala bielańskiego byłam również pacjentką Centrum Zdrowia Dziecka. Przeprowadzone liczne badania i konsultacje nie dały jednak odpowiedzi na wszystkie nurtujące lekarzy pytania.
         W tym czasie moi rodzice nawiązali kontakt z klinikami neurochirurgicznymi w Stanach Zjednoczonych, Belgii i Izraelu. Właśnie w Tel Awiwie lekarze postanowili zająć się moim przypadkiem i wyznaczyli mi termin konsultacji w połowie lipca 2003 roku. Mój wyjazd do kliniki w Tel Awiwie doszedł do skutku dzięki wielu wspaniałym ludziom, którzy wsparli wysiłki moich rodziców zebrania środków niezbędnych na opłacenie kosztów leczenia. Wyjeżdżałam z obawą i wielką nadzieją.
W Sourasky Medical Center w Tel Awiwie po przeprowadzeniu wstępnych kompleksowych badań przeprowadzono operację, podczas której między innymi podłączono sondę do monitorowania ciśnienia wewnątrzczaszkowego. W związku z niestabilnym i bardzo wahającym się ciśnieniem zadecydowano o konieczności przeprowadzenia drugiej operacji. Został mi dodatkowo zaimplantowany stabilizator ciśnienia, dzięki któremu ciśnienie miało zostać ustalone na właściwym poziomie. Po operacjach czułam się już znacznie lepiej, a zdaniem lekarzy z upływem czasu powinna nastąpić dalsza poprawa. Tak też się stało i przez pół roku czułam się doskonale.
            Przez pół roku jakie minęły od mojego pobytu i operacji w Izraelu niestety nie udało mi się jednak zapomnieć o szpitalach i chorobie. Okres bezpośrednio po powrocie był dla mnie nadzieją na to, że nie będzie kolejnych pobytów w szpitalach, a zaplanowana na luty wizyta w Tel Awiwie będzie tylko kontrolnym badaniem. Niestety po pewnym czasie, nasiliły się u mnie zaburzenia endokrynologiczne, a i ogólne samopoczucie z tygodnia na tydzień było coraz gorsze. Były więc kolejne tygodnie w szpitalach co jednak nie poprawiło mego stanu zdrowia i nie dało odpowiedzi dotyczącej przyczyny kolejnych dolegliwości. Z nadzieją więc oczekiwałam ponownego wyjazdu do Izraela wierząc, że tak jak poprzednio znajdę tam pomoc.
W międzyczasie trafiłam do szpitala z zapaleniem płuc gdzie podczas badań stwierdzono u mnie obecność wirusa HCV czyli żółtaczkę typu C.
Kiedy minęło pół roku poleciałam ponownie do Izraela. Przeprowadzone badania, których było bardzo wiele potwierdziły, że moje złe samopoczucie ostatnich tygodni miało swoje uzasadnienie. Wykonano operację, ale i ona nie przyniosła pożądanych rezultatów. Zebrane dzięki wielu ludziom środki pozwoliły mi wyjechać, przejść zaplanowane badania i opłacić jedną operację. Na kolejną niestety zabrakło środków.
Po powrocie do Polski mój pogarszający się stan spowodował, że na początku maja 2004 roku znowu trafiłam do szpitala w Warszawie. W Szpitalu Bielańskim w Warszawie doc. Jerzy Jurkiewicz po konsultacji z prof. Zbigniewem Czernickim zdecydował o konieczności przeprowadzenia kolejnej operacji. W jej trakcie okazało się, że system drenujący jest niedrożny. Zaimplantowany w Izraelu w 2003 roku ASISTANT (stabilizator ciśnienia wewnątrzczaszkowego) po prostu był niedrożny.
W tej sytuacji zespół operacyjny dokonał wymiany zarówno zastawki jak również stabilizatora. Po pewnym czasie musiałam wrócić do szpitala w celu ustawienia zastawki w pozycji, która poprawi moje samopoczucie. Jednak pech jest wpisany w mój życiorys. Po operacji bardzo dokuczały mi bóle brzucha i podczas kontrolnego badania stwierdzono wysunięcie się drenu z układu zastawkowego. Nie było innego wyjścia jak tylko operacyjnie umieścić go na właściwym miejscu. Mimo tych kolejnych operacji i pobytów w szpitalu dolegliwości nie ustępowały. Znowu wróciły bóle głowy, a złe samopoczucie powodowało, że większość czasu spędzałam w łóżku. Mimo, iż nieraz chciałabym się włączyć choć do prostych prac domowych moje samopoczucie mi to uniemożliwiał
Po raz kolejny potwierdzono podczas badań obecność wirusa HCV.
W połowie stycznia 2005 roku znów trafiłam na oddział neurochirurgii szpitala bielańskiego w Warszawie. Po serii badań stwierdzono, że musi być przeprowadzona rewizja układu drenującego. Zostałam poddana kolejnej operacji. Po niespełna dwóch tygodniach trafiłam znowu na salę operacyjną.
 W lipcu 2005 roku ponownie pojechałam do szpitala w Izraelu gdzie przeprowadzono serię badań, które nie wykazały poprawy.
         Od kilku tygodni czułam się coraz gorzej. W styczniu 2006 roku w szpitalu MSWiA w Warszawie wykonano rezonans magnetyczny, na podstawie którego po konsultacji u prof. Trojanowskiego w Lublinie zakwalifikowano mnie do zabiegu operacyjnego. 
          Tak sobie pomyślałam, że życzeniem naszego Wielkiego Polaka -  Ojca Świętego zawsze było, abyśmy się nie smucili. Cierpiał, ale mówił do nas - "Nie lękajcie się". Kiedy o tym myślę, wydaje mi się, że i mnie obdarzył swoją siłą, która jest mi tak bardzo potrzebna. Gdy wypłoszę z serca lęk i odzyskam spokój wszystko co dobre stanie się możliwe. Proszę o modlitwę, aby Pan Bóg dodał mi siły i wiary w moim kolejnym zmaganiu z chorobą. Wiem, że mogę na to liczyć bo mam wiele dowodów przyjaźni i świadomość tego pozwala mi jaśniej spoglądać w przyszłość.
          W dniach od 15 do 26 kwietnia 2006 roku przebywałam w Klinice Neurochirurgii w Lublinie. Po wnikliwych badaniach zostałam poddana skomplikowanej operacji trepanacji czaszki, podczas której lekarze pod kierunkiem prof. Tomasza Trojanowskiego dokonali połączenia torbieli z komorą mózgu. Miało
to na celu wyrównanie ciśnienia w torbieli i w komorach mózgowych. Profesor dawał 50 procent szans na polepszenie mojego samopoczucia i zmniejszenia moich dolegliwości, a ja bardzo wierzyłam, że tak właśnie będzie. Jednak warunkiem trwałej stabilizacji mojego stanu jest stała kontrola i dalsze leczenie i rehabilitacja.
          Obecnie oprócz dolegliwości, które towarzyszą mi od lat zaczynają dokuczać mi skutki obecności żółtaczki typu C.
         W syczniu 2007 roku przebywałam na konsultacji w szpitalu MSWiA i Szpitalu Bielańskim w Warszawie. Na podstawie przeprowadzonych badań okazało się, że tak przeze mnie oczekiwany pozytywny wynik operacji w Lublinie niestety nie przyniósł  rezultatów. Stąd też  nasiliły się moje dolegliwości. 
Przed trudną operacją, która czeka mnie w sierpniu, z uwagi na moje złe samopoczucie postanowiłam skorzystać z turnusu rehabilitacyjnego, na który pojechałam 26 maja i będę do 8 czerwca 2007 roku.. Liczyłam na to, że morskie powietrze, piękna pogoda i zabiegi mnie wzmocnią. Byłam pod troskliwą opieką mojego Wojtka i personelu  ośrodka. 
27 sierpnia 2007 roku w Klinice Neurochirurgii 10 Wojskowego Szpitala Klinicznego w Bydgoszczy przeszłam kolejną, trzynastą już operację. Profesor Marek Harat z Doktorem Piotrem Gasińskim wykonali skomplikowaną operację, dzięki której miały zniknąć moje dolegliwości wynikające z obecności torbieli w mojej głowie. Mimo, iż od operacji minęło już wiele czasu czułam się gorzej niż przed operacją. Kilka miesięcy po operacji okazało się, że moje złe samopoczucie zostało potwierdzone przez opisy rezonansu magnetycznego.
Czułam się coraz gorzej, odczuwam dyskomfort fizyczny i psychiczny. Bardzo dużym problemem był fakt, że tak naprawdę nie mam do kogo zwrócić się o pomoc. Ratunkiem dla mnie są moi Przyjaciele i rodzina, która powoli staje się bezradna.
Zaświeciło jednak światełko nadziei, bowiem na początku września 2008 roku wyjechałam do Kliniki w Lublinie gdzie pod troskliwą opieką doktora Jacka Osuchowskiego przeprowadzone zostały kompleksowe badania i konsultacje z lekarzami różnych specjalności. Badania powtórzono w listopadzie. Prawdę powiedziawszy brakowało mi wiary i nadziei na pozytywny wynik tych badań. Efektem przeprowadzonych badań i konsultacji była decyzja o kolejnej operacji, która została przeprowadzona pod koniec stycznia 2009 roku w Klinice Neurochirurgii w Lublinie. Kiedy po dwóch tygodniach pobytu w szpitalu  wróciłam do domu okazało się, że nastąpiły komplikacje. W efekcie znalazłam się ponownie w Lublinie i po miesięcznych zmaganiach udało się lekarzom  zlikwidować nieprzewidziane komplikacje.
Kolejny pobyt w Klinice w Lublinie we wrześniu 2009 roku i planowany na listopad to seria badań i konsultacji. We wrześniu postawiono wstępną diagnozę, ale była ona niepełna. Po badaniach MRI przysadki mózgowej kolejne badania zostały przeprowadzone w Klinice Endokrynologii. Doktor Jacek Osuchowski przekonał mnie o konieczności przeprowadzenia pełnej diagnostyki i dalszego leczenia. Życzę wszystkim, aby w trudnych chwilach na swej drodze spotkali takiego lekarza.  
           Niestety mimo najlepszych starań nie udało się zdiagnozować przyczyny występujących u mnie comiesięcznych rzutów septycznych skutkujących szalonymi bólami głowy, wysoką temperaturą i objawami oponowymi. To wszystko wyłącza mnie praktycznie z funkcjonowania każdego miesiąca na kilkanaście dni. Kiedy mija, boję się już kolejnego nawrotu. Trudno tak żyć od bólu do bólu.
Pojawiło się jednak światełko w tunelu i zostałam zakwalifikowana na terapię hiperbaryczną. Od połowy października do połowy listopada 2010 roku w Mazowieckim Centrum Terapii Hiperbarycznej przechodziłam codzienne zabiegi, które dawały nadzieję.

         Od czasu terapii hiperbarycznej minął prawie rok. Początkowo czułam się lepiej lecz
z upływem czasu
znowu pojawiły się rzuty septyczne, które przez okres trwania nie pozwalają mi żyć. Szalone bóle głowy, wymioty, temperatura powodują, że boję się kolejnych nawrotów. Początkowo zdarzało się to raz w miesiącu, a ostatnio niestety częściej. Najgorsze jest to, że nie wiadomo co jest tego przyczyną i nie ma na to lekarstwa.
A ja cierpię.

Jest mi ciężko, po ludzku się boję, ale będę walczyć przede wszystkim dla moich najbliższych i przyjaciół, którzy wierzą w to że będzie lepiej i dodają mi wiary. Ciągle sobie powtarzam, że skoro jest tak źle to teraz może być tylko lepiej.
            Dokumenty medyczne znajdują się w zakładce - Dokumenty






Jeśli trafiłeś na moją stronę proszę, poświęć jej chwilę czasu. Wyobraź sobie 25-letnią dziewczynę, która spędziła beztroskie dzieciństwo nie zdając sobie sprawy z drzemiącej w niej chorobie.


W przypadku zamieszczenia mojego apelu na łamach prasy lub w internecie bardzo proszę o wpłaty na specjalne konto utworzone dla zbiórek publicznych:


Dolnośląska Fundacja Rozwoju Ochrony Zdrowia
Bank Pekao S.A. I Oddział Wrocław
79 1240 1994 1111 0010 1861 8795
z dopiskiem darowizna na cele ochrony zdrowia "Czarna"

Inne wpłaty i darowizny można przekazywać na konto podane poniżej nie zapominając o dopisku - darowizna Czarna


Koszt dotychczasowych operacji i leczenia wyniósł 75 000 $.
Na dalsze leczenie potrzeba jeszcze ponad 20 000$ ;-(

Jak możesz mi pomóc?
How You can help me?
Wie kannst du mir helfen?








Możesz osobiście przelać pieniądze na konto Fundacji
Numer konta Fundacji:
Dolnośląska Fundacja Rozwoju Ochrony Zdrowia we Wrocławiu

Bank Pekao S.A. I o/Wrocław
nr konta 45 1240 1994 1111 0000 2495 6839
oraz dla wpłat zagranicznych:

PL - nr konta 45 1240 1994 1111 0000 2495 6839
IBAN PKO PPL PW
z dopiskiem – darowizna "Czarna"




Możesz też odliczyć 1% swojego podatku na Fundację.

Należy podać numer konta bankowego: 45 1240 1994 1111 0000 2495 6839, imie i nazwisko wpłacającego oraz dokładny adres, tytułu wpłaty: „wpłata na rzecz OPP -Art. 27d ustawy o pdof - darowizna "CZARNA” . Pokwitowanie należy zachować na wypadek wezwania ze strony Urzędu Skarbowego w celu wyjaśnień.


wtorek, 19 czerwca 2012

151. Witamy w świecie Weronisi

Źródło: http://www.weronikaszewczynska.blogspot.com/

O Weronisi

U Weronisi zdiagnozowano rozszczep kręgosłupa z przepukliną oponowo-rdzeniową otwartą w odcinku lędźwiowo-krzyżowym, wodogłowie, wrodzone zarośnięcie odbytu. Następstwem tych wad są: stopy końsko-szpotawe, pęcherz neurogenny, niedowład kończyn dolnych. Ta malutka dziewczynka przeszła bardzo dużo poważnych operacji w swoim krótkim życiu.
Pomóżmy jej, by w przyszłości była samodzielną i szczęśliwą dziewczynką.
Dzięki Waszej pomocy wszystko jest możliwe.
Wierzę, że dobre Anioły czuwają nad Weronisią i pomogą jej pokonać barierę finansową potrzebną na rehabilitacje, leczenie i wyjazdy na turnusy.
Każda złotóweczka jest na wagę zdrowia tej ślicznej, uśmiechniętej dziewczynki. 

Jak pomóc? Informacje

Za każdą symboliczną złotówkę oddaną na ratowanie życia i zdrowia Weroniki z całego serca dziękujemy.

Fundacja Dzieciom "Zdążyc z Pomocą"
ul.Łomiańska 5, 01-685 Warszawa
Nr k-ta 41 1240 1037 1111 0010 1321 9362,
tytułem: " Darowizna na pomoc i ochronę zdrowia Szewczyńska Weronika Maria"





Linki:

wtorek, 7 lutego 2012

75. 1 % Lucek i Zachariasz

Lucek Kaniewski mieszka w Starej Krobi. Chłopiec ma 9 lat. Jest dzieckiem z opóźnieniem psycho-ruchowym. Nie mówi i nie słyszy na jedno uszko. Ma wadę wzroku i kilka jeszcze innych wad. Wymaga ciągłego leczenia i rehabilitacji. Aby mu pomóc, należy przekazać 1 % z podatku na jego subkonto: Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym "Słoneczko", nr KRS 0000 186 434, koniecznie z dopiskiem Lucjan Kaniewski 117/K.



Zachariasz Harendarz mieszka w Rokosowie. Ma trzy i pół roku. Urodził się z przepukliną oponowo- rdzeniową i wodogłowiem. Zdiagnozowano u niego również wiotkość kończyn dolnych oraz pęcherz neurogenny. - W swoim krótkim życiu przeszedł osiem operacji. Jest pod stałą opieką specjalistów, takich jak: ortopeda, neurochirurg, neurolog, urolog, okulista i rehabilitant- wyjaśnia Małgorzata Harendarz, mama chłopca. Zachariasz bardzo lubi uczęszczać na zajęcia do przedszkola w Łęce Wielkiej. - Dwa razy w tygodniu jeździmy z synem na rehabilitację do Piasków i raz w tygodniu ma zajęcia na basenie- opowiada jego mama. Chłopiec ma dwie starsze siostry, które bardzo kocha. Uwielbia się z nimi bawić. - Jest oczkiem w głowie całej rodziny- stwierdza pani Małgorzata. Swoim uśmiechem zaraża wszystkich, którzy go otaczają. Aby mu pomóc, należy wpisać nr KRS: 0000050135 i hasło: Zachariasz.


czwartek, 26 stycznia 2012

72. 1 % Oskar i Ania

Oskar Kaczmarek z Pasierb, gmina Pępowo ma 6 lat. Chłopiec urodził się z rozszczepem kręgosłupa- przepuklina oponowo rdzeniową i wodogłowiem, czego następstwem jest niedowład kończyn dolnych. Oskar jest po wielu poważnych operacjach. Regularnie musi korzystać z pomocy urologa, nefrologa, neurologa, neurochirurga, ortopedy i rehabilitanta. Obecnie porusza się na wózku. Można mu pomóc, wpisując w odpowiedniej rubryce nr KRS 0000037904. Koniecznie należy dopisać: na leczenie i rehabilitację Oskara Kaczmarka wraz z numerem identyfikacyjnym 7649.

Ania Pawlicka z Sikorzyna ma 29 lat. Cierpi na dziecięce porażenie mózgowe, niedowład kończyn dolnych i jednej ręki. Potrzebuje regularnego usprawniania poprzez zajęcia rehabilitacyjne, które między innymi odbywają się w Środowiskowym Domu Samopomocy w Chwałkowie. - Robimy tam najróżniejsze rzeczy. Rysujemy, bawimy się plasteliną czy w kuchni- opowiada uśmiechnięta Ania. Najbardziej uwielbia ćwiczenia w wodzie na gostyńskiej pływalni. Aby wspomóc Anię, należy przekazać 1 % z podatku na Stowarzyszenie "Słoneczko", wpisując nr KRS 0000186434, koniecznie z dopiskiem dla Ani Pawlickiej.


poniedziałek, 21 marca 2011

6. Lilka Patelka

Ze strony Lilki: http://lilka.com.pl/index.php/Strona%20g%C5%82%C3%B3wna/1

Witam wszystkich.

Mam na mię Lilianna. Rodzice mówią do mnie Lilka, no chyba, że coś przeskrobię, albo chcą się pochwalić jakie mam piękne imię, to wtedy jestem Lilianną. Jestem jeszcze zbyt mała, aby umieć pisać i czytać, właściwie to jeszcze nie umiem mówić. Dlatego stronę tę założyli moi rodzice, którzy chcą opowiedzieć moją historię, mając nadzieję, że komuś w ten sposób pomogą i sami uzyskają niezbędne wsparcie.

Urodziłam się 9 marca 2010 roku w Poznaniu w 36 tygodniu ciąży. Mama mówi, że wyglądałam trochę jak żmijka: długa (53cm) i chuda (2160g). Mam zaledwie kilka miesięcy, a już wiele przeszłam. Od samego początku zmagam się z wieloma przeciwnościami. Trochę Wam o tym opowiem.

Już w 21 tygodniu ciąży stwierdzono, że mam zmiany w główce: agenezja móżdżku i ciała modzelowatego oraz powiększone komory, wskazujące na wodogłowie. Agenezja to niewykształcenie się zawiązku narządu. Móżdżek to „orzeszek” z tyłu głowy, który pozwala nam utrzymywać równowagę i koordynuje ruchy. Ciało modzelowate natomiast łączy półkule i koordynuje informacje oraz wymienia bodźce sensorowe.

Po paru tygodniach pan doktor postanowił zrobić kordocentezę, żeby zbadać moje DNA. Wbił mamusi igłę w brzuch i pobrał z pępowiny trochę krwi. Badanie wyszło super i wszyscy się ucieszyli bo rokowania były lepsze, jednak okazało się że wynik był nieprawidłowy, ale czytajcie dalej.

Gdy o 21:24 przyszłam na świat rodzice nie usłyszeli jak krzyczę, a lekarze szybko się mną zajęli. Długo nie złapałam pierwszego oddechu ze względu na ostrą zamartwicę. Mamusia i tatuś bardzo się bali. W słynnej skali dostałam tylko 3 punkty, później się poprawiłam i było już 8, a za chwilę 9. Pani doktor – mój pierwszy pediatra – jak tylko mnie zobaczyła była bardzo zdziwiona, gdyż okazało się, że jak byłam jeszcze w brzuszku nikt nie zauważył paru rzeczy: obustronnego rozszczepu podniebienia twardego i miękkiego, całkowitego, zapadniętych i za szeroko rozsuniętych oczek, za nisko osadzonych uszek, cofniętej żuchwy i zapadniętego języczka. A to dopiero początek.

Po kolejnym badaniu kariotypu (DNA) okazało się, że jednak zrobiło się trochę zamieszania i chromosomy pary 3 oraz 17 nie trafiły do domku.

Już od pierwszych chwil na oddziale neonatologii pokazałam, że jestem prawdziwą „babą” i udowodniłam, że potrafię walczyć. Widzę, słyszę, mimo że gorzej niż inni (utrata 90dB w lewym uszku i 80dB w prawym), ale dźwięki docierają do mnie. Z języczkiem walczyłam dzielnie (mimo częstych i długich spadków saturacji), ale po 1, 5 miesiącu spędzonym w szpitalu w Poznaniu przeniesiono mnie do Leszna i tutaj niestety walka była chwilowo przegrana. Już w drugiej dobie podłączono mnie do respiratora. Po kilku dniach przewieziono mnie z powrotem do Poznania, a tam wykonano mi zabieg tracheostomii. Po zabiegu nadal byłam podłączona do respiratora, ale wcale mi się to nie podobało, dlatego ciągle wyciągałam wężyk. Dopiero po dwóch dniach lekarze stwierdzili, że mam rację i podjęli próbę odłączenia. Ale wszyscy mieli miny, gdy się okazało, że sobie świetnie radzę i pierwsza próba od razu zakończyła się sukcesem. No i teraz oddycham przez rurkę. A drugą rurkę, czyli sondę, mam przez nosek wprowadzoną do brzuszka i tak jestem karmiona.

Jak już odpoczęłam po zabiegu, pojechałam na tomograf, a w wyniku znowu „niespodzianka” – hipoplazja pnia mózgu i znacznego stopnia wodogłowie czterokomorowe. Hipoplazja – zbyt słabe wykształcenie narządu przebiegające ze zmniejszeniem ilości komórek. Pień jest ośrodkiem oddychania, integracji bodźców ruchowych i czuciowych, wzroku i słuchu, reguluje pracę serca, ciśnienie tętnicze, temperaturę organizmu, metabolizm, przemianę materii, odpowiada za zdolność do czuwania i wybudzania się, przytomność. Skupia także ośrodki ssania, żucia, połykania, wymiotów, kichania, kaszlu, mrugania, wydzielania potu. Przy okazji tomografu wykonano mi także EEG, które potwierdziło padaczkę i teraz muszę pić specjalny syropek.

Od 7 lipca jestem w domku i jest dużo fajniej. W sierpniu mamusia zaczęła mnie uczyć pić mleczko smokiem i jeść obiadki, kaszki i deserki szpatułką i łyżeczką, ale nie zawsze chcę bo to bardzo trudne i często przy tym zasypiam. Jestem pod stałą kontrolą Wujków i Cioć (kto by się spodziewał, że jest tylu lekarzy, o tak wielu specjalnościach). Już niedługo, bo w lutym, będą operować mi podniebienie. I znowu pojadę do Warszawy. Więcej rzeczy nie można „naprawić”, choć cały czas mam nadzieję, że coś się jeszcze uda zrobić.

Pragnę na bieżąco informować Was o moich postępach, dlatego odwiedzajcie moją stroną, a wszystkim tym, którzy chcą pomóc z góry dziękuję.

Pozdrawiam

Lilka

Lilce można pomóc biorąc udział a aukcjach charytatywnych:
http://allegro.pl/show_user_auctions.php?uid=20928210